czwartek, 6 sierpnia 2009

Korzenie...


Cóż.. jeśli już tak psioczę na GW - to należy pójść za ciosem. Pan profesor Robert Nowak, człowiek darzony szczerą niechęcią GW /hehe/, a także człowiek którego bardzo szanuję za pasję przekopywania się przez sterty starych papierzysk opublikował w "Naszym Dzienniku" artykuł zatytułowany "KPP i Gazeta Wyborcza".

Niniejszym ośmielam się wstawić go tutaj w całości. Mam nadzieję, że pan profesor mi wybaczy:

KPP i GAZETA WYBORCZA

Nader szkodliwe dla Polski okazały się, trwające przez kilkanaście lat po 1989 roku, uwarunkowania wynikające z faktu zdominowania życia publicznego przez ludzi wywodzących się ze środowisk Komunistycznej Partii Polski. Szczególnie wyraźnym symbolem awansu dzieci stalinowców z KPP stała się obsada kierownictwa "Gazety Wyborczej".

Począwszy od samego naczelnego Adama Michnika (syna byłego członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy Ozjasza Szechtera i brata stalinowskiego mordercy sądowego Stefana Michnika), wiele osób z "Wyborczej" ma korzenie sięgające partii zdrady narodowej. Weźmy byłą zastępczynię naczelnego Helenę Łuczywo, córkę jednego z bardzo wpływowych funków (funkcjonariuszy) KPP. Ojciec Heleny Łuczywo Ferdynand Chaber był przez 10 lat funkiem KPP. Karany był też w niepodległej Polsce więzieniem za zdradę kraju. Po wojnie, w czasach komunistycznego zniewolenia, partia skierowała go na superważny odcinek propagandy, by ujarzmiać ideologicznie Polaków. Chaber został naczelnikiem wydziału w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, ale szybko awansował do funkcji zastępcy kierownika Wydziału KC PPR, a potem PZPR zajmującego się prasą i propagandą. Funkcję tę pełnił od 1947 do 1969 roku!
Dodajmy do tego postać byłego zastępcy redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Ernesta Skalskiego, jak wiadomo od niedawna, byłego tajnego współpracownika kontrwywiadu PRL. Również jego ojciec - Jerzy Wilker (po wojnie już Skalski) był funkiem w partii zdrady narodowej. Po wojnie awansował za swe "zasługi" dla komunizmu na szefa personalnego Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie. Żona Wilkera, a matka Ernesta Skalskiego, Zofia Nimen, również należała do funków w KPP. Awansowała nawet do rangi sekretarza technicznego Komitetu Centralnego znanej komunistycznej przybudówki - Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR). Po wojnie pracowała w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie jako kierownik wydziału śledczego do walki z przestępczością nieletnich. Zdaniem Leszka Żebrowskiego ("Ludzie UD - trzy pokolenia", "Gazeta Polska" z 30 września 1993 roku), przez cały okres powojenny była bądź sekretarzem POP PZPR, bądź członkiem egzekutywy w różnych miejscach pracy.
Do czołowych współpracowników "Gazety Wyborczej" należy Dawid Warszawski (Konstanty Gebert), syn jednego z najniebezpieczniejszych agentów Kominternu w USA Bolesława Geberta ps. "Ataman". Po wojnie B. Gebert był redaktorem naczelnym "Głosu Pracy", szmatławca komunistycznych związków zawodowych, i zastępcą sekretarza generalnego Federacji Związków Zawodowych, wreszcie komunistycznym ambasadorem. Jego żona, matka D. Warszawskiego - Krystyna Gebert (z domu Poznańska), była chorążym UB i organizatorką jednego z najokrutniejszych wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie w latach 1944-1945 (wg. L. Żebrowskiego "Ludzie UD...").
Wśród innych współpracowników "Gazety Wyborczej" warto wymienić Edwarda Krzemienia, syna generała Leszka Krzemienia (Maksymiliana Wolfa), karanego w Polsce niepodległej (przez wrześniem 1939 roku) 10-letnim więzieniem za zdradę kraju. Później Krzemień (Wolf) był m.in. szefem Wydziału Wojskowego Związku Patriotów Polskich, szefem Gabinetu Wojskowego Bolesława Bieruta i pełnomocnikiem do spraw pobytu wojsk sowieckich w PRL.
Jako publicysta "Wyborczej" występowała również żona Henryka Wujca z Unii Wolności, Ludmiła Wujec, córka działaczki KPP Reginy Okrent. Po wojnie, w latach 1946-1949, matka Wujcowej pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi, a później została dyrektorem biura kadr w Radiokomitecie. Sama Ludmiła Wujec była uważana za najbardziej wpływową kobietę w Unii Wolności.

Naszkowscy (ojciec i córka)
Ojciec dziennikarki "Gazety Wyborczej" Krystyny Naszkowskiej - Marian Naszkowski, podobnie jak tyluż innych rodziców redaktorów Michnikowskiej gazety, był w młodości aktywnym działaczem partii zdrady narodowej - Komunistycznej Partii Polski (KPP), począwszy od 1953 roku. W latach 1939-1941 był współpracownikiem lwowskiej prosowieckiej gadzinówki "Czerwonego Sztandaru". Później należał do grupy żydowskich oficerów politycznych dywizji kościuszkowskiej najbardziej ostro przeciwstawiających się polskiemu patriotyzmowi w organizowanej w Związku Sowieckim polskiej armii (wielokrotnie czytamy o jakże negatywnej roli M. Naszkowskiego pod tym względem we wspomnieniach Zygmunta Berlinga).
Po wojnie bardzo szybko awansował. W latach 1945-1947 był szefem Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, ambasadorem w Związku Sowieckim w latach 1947-1950, a od 1950 do 1952 roku wiceministrem obrony i szefem Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego. Na tych stanowiskach należał do najzajadlejszych tropicieli gomułkowszczyzny i "polskiego nacjonalizmu". W jednym z najbardziej plugawych, propagandowych tekstów publikowanych na łamach teoretycznego organu KC PZPR "Nowe Drogi" (nr 4 z 1951 roku) pisał m.in. "Zgodnie ze swymi planami z czasów okupacji wywiad imperialistyczny i jego krajowe odnogi od chwili wyzwolenia usiłują za wszelką cenę zdobyć wpływ w naszym ludowym Wojsku Polskim.(...)na polecenie obcego wywiadu i jego transmisji - londyńskiego ośrodka zdrajców Tatarów i Kopańskich - powstaje w naszym wojsku bandycki ośrodek konspiracyjny, gniazdo spiskowców przeciwko naszej ludowej władzy. Nędzne kreatury - Kirchmayer, Herman, Kuropieska, plugawe płody sanacyjnego reżimu i jego faszystowskiej armii, wkradły się podstępnie w zaufanie naszej klasy robotniczej, za judaszowe srebrniki, za amerykańskie dolary planują zagarnięcie władzy, przekreślenie niepodległości Polski, wydanie Ojczyzny naszej w niewolę imperializmu angloamerykańskiego, tego imperializmu, który zawsze był wrogiem Polski, tego imperializmu, który stawiał na nienawistny Polsce militaryzm niemiecki" (por. M. Naszkowski "Nauki procesu bandy szpiegowsko-dywersyjnej, "Nowe Drogi" 1951, nr 4, s. 27-29).
Przypomnijmy, że atakowani przez Naszkowskiego wyżsi oficerowie: Tatar, Kirchmayer, Herman, Kuropieska, byli całkowicie niewinnymi ofiarami sfabrykowanych ubeckich oskarżeń, oskarżeń tak mocno nagłaśnianych publicznie w oszczerczym tekście Naszkowskiego. Z równym jadem atakował tzw. gomułkowszczyznę jako wyraz "zdradzieckiego" polskiego nacjonalizmu. Na łamach "Wojska Ludowego" pisał: "(...) tak więc Spychalski, wielkomocarstwowiec i szowinista zajmował pozycję antynarodową, antypatriotyczną, usiłując osłabić potencjał obronny naszej Ojczyzny. Jest to potwierdzeniem tej wielkiej prawdy, której uczy marksizm-leninizm, że tylko patriotyzm idący w parze z internacjonalizmem jest głęboki i prawdziwy, nacjonalizm zaś stacza się na pozycje zdrady wobec własnego narodu" (cyt. za: B. Nowopolski "Ludzie i oblicza stalinizmu w Polsce w latach 1944-1956", Warszawa 1999, s. 182).
W 1952 roku M. Naszkowski został wiceministrem spraw zagranicznych PRL i piastował to stanowisko do czystek pomarcowych w 1968 roku. Stefan Kisielewski z przekąsem zareagował na wiadomość o usunięciu Naszkowskiego, pisząc: "Wiceminister spraw zagranicznych Naszkowski, enkawudzista, politruk, wróg bezlitosny wszystkich w tym ministerstwie liberałów, dostał kopa i przeszedł na pozbawione znaczenia stanowisko redaktora "Nowych Dróg" (...). Naszkowski, Żyd (mówili, że Ormianin), teść Tykocińskiego, który uciekł na Zachód z Berlina, ale bez żony, bo ta wróciła. Nic mu nie pomogło - poza tym facet potworny" (por. S. Kisielewski "Dzienniki", Warszawa 1996, s. 40).
Córka stalinisty Mariana Naszkowskiego - Krystyna, po obradach Okrągłego Stołu współtworzyła "Gazetę Wyborczą", obecnie jest w zespole "GW" "specjalistką od spraw rolnych". Wybrała więc zatrudnienie w ulubionym miejscu pracy dzieci z różnych rodzin "zasłużonych" działaczy komunistycznych od KPP do PZPR.

Prof. Jerzy Robert Nowak

Takie oto korzenie mają kreatorzy polskich autorytetów...
Na obrazku z pewnym zdziwieniem widzę konstytucyjnie zabronione propagowanie komunizmu. Ręce opadają.


link do artykułu:
http://tiny.pl/hhpwv

środa, 5 sierpnia 2009

Bełkot...



IPN zdaniem Adasia niszczy ludzi.
GW zdaniem moim: manipuluje, atakuje, niszczy ludzi, promuje SB-ków, lansuje socliberalizm dla niszczenia substancji narodu polskiego, wypacza prawdę historyczną etc.

I jestem święcie przekonany, że nie można w żaden sposób porównać tego "niszczenia ludzi" w obydwu przypadkach: IPN "niszczy" kapusiów choć żadna krzywda się im z tego powodu nie dzieje natomiast GW niszczy całkiem porządnych ludzi np. Herbert.

Oczywiście mogę nie mieć racji :)

wtorek, 4 sierpnia 2009

Niby nic....

Były ambasador Izraela w Polsce pan Szewach Weiss udzielił wywiadu Rzeczpospolitej. Wywiad w zasadzie pozytywny, zachęcający Polaków do walki o prawdę historyczną, do reakcji na powtarzające się w zachodnich mediach sformułowanie "polskie obozy koncentracyjne", neguje także antypolonizm i wskazuje jego nieporównywalność z antysemityzmem. 

Wszystko byłoby względnie poprawne, gdyby nie malutka wpadka pana Weissa. Otóż użył on takiego oto zdanka:


"Media są uparte w tej sprawie, ale myślę, że oskarżanie Polaków o tworzenie obozów zagłady jest tak dalekie od prawdy, że ludzie w to jednak nie wierzą. Zdają sobie doskonale sprawę, że to były niemieckie wyspy na obszarze Polski."



Podkreślę powtórnie: niemieckie wyspy na obszarze Polski!!! 

Jako, iż nie było mnie wtedy na świecie to i nie wiem, jak to było zorganizowane. Czyżby Niemcy dzierżawili od państwa polskiego grunty, na których budowali obozy koncetracyjne w oparciu o polskie Prawo Budowlane? Chwilka... czy można w ogóle mówić o istnieniu państwa polskiego w tym okresie???


Zamiast odpowiedzi, na te niewiątpliwie retoryczne pytania :) rzeknę tak:

Uważam, że cytowane zdanko pana Weissa jest manipulacją, czymś w rodzaju użycia innych słów dla opisania "polskiego obozu koncentracyjnego". Być może pod niemieckim zarządem, ale jednak POLSKIEGO!!!

Dla przybliżenia rozwiązania tej zagadki poniżej przedstawiam mapkę prosto z Muzeum Holokaustu /w Waszyngtonie?/ 





link do wywiadu: http://www.rp.pl/artykul/107684,340563.html

niedziela, 2 sierpnia 2009

Najwybitniejszy Polak XX wieku...

Zmarł Leszek Kołakowski. Gazeta Wyborcza opublikowała powyższe zdjęcie opatrując je tekstem: ODSZEDŁ LESZEK KOŁAKOWSKI - NAJWYBITNIEJSZY POLAK XX WIEKU. Mogę rozpaczać, mogę być także obojętny. Nie mogę jednakże nie skomentować tej najwybitniejszości... 

Otóż np. Polityka w kwietniu 1998 roku zebrała ankiety, w których pojawiło się m.in. pytanie o najwybitniejszego Polaka XX wieku.

Najwybitniejszy Polak XX wieku wg Polityki:

1. Karol Wojtyła

2. Maria Skłodowska-Curie

3. Józef Piłsudski

źródło: http://tiny.pl/hh7b1 

Z badania TNS OBOP wynika, że telewizyjne spotkania z wybitnym filozofem naszych czasów prof. Leszkiem Kołakowskim, emitowane ok. godz. 22.30 na TVP2, zainteresowały przeszło 800 tys. widzów (2,2%).
Największą widownię - ponad 1 mln (3%) - zgromadziło spotkanie z Arystotelesem (z 30 stycznia br.), najmniejszym zainteresowaniem cieszył się natomiast wykład o Platonie 580 tys. widzów (1,6%).
Dla porównania średnia oglądalność innych programów w paśmie 22:30 – 22:50,
w okresie 26-30.01.2004, wyniosła: w TVP1 - 1,5 mln, w Polsacie - 2,6 mln, w TVN - 1,6 mln widzów.
Z badania TNS OBOP wynika, że telewizyjne spotkania z wybitnym filozofem naszych czasów prof. Leszkiem Kołakowskim, emitowane ok. godz. 22.30 na TVP2, zainteresowały przeszło 800 tys. widzów (2,2%).

źródło: http://tiny.pl/hh7b3

Jeżeli tylko 2 % publiki chciało go oglądać, to jaki promil społeczeństwa w ogóle czytał, co napisał? Obawiam się, że bardzo niewielki... Największy Polak XX wieku o którym przeciętny obywatel wie tylko, że był Wielkim Filozofem i autorytetem... michnikowszczyzny. Nie ma się czemu dziwić, historie autorytetów i ich kreatorów bywają zadziwiająco zbieżne.

Z kolei dla młodych ludzi autorytetami są:

1. Owsiak

2. Wojewódzki

3. Majewski

co zostawię bez komentarza....

Wracając do pana Kołakowskiego... dwa cytaty:

Michał Bąkowski w bardzo ciekawym artykule http://www.bibula.com/?p=11894 podsumowuje :

"Kołakowski realizował najpierw interesy Stalina, potem rewizjonistów, by wreszcie, wyrzucony z kompartii, „wygnany” na Zachód, propagować socjalizm z ludzką twarzą. Tu mógł spokojnie twierdzić, jakoby komunizm sprawdził się w walce z faszyzmem; tu witany był aplauzem, gdy utrzymywał, iż marksizm, chrześcijaństwo i islam są tak samo pretensjonalnymi ideologiami. Nazwał kiedyś realny socjalizm „ideą braterstwa z przymusu” czyli naprawdę nie zrozumiał, że socjalizm jest niczym więcej, jak metodą zdobycia i utrzymania władzy. Idea braterstwa nic nie znaczyła dla Lenina, Trockiego, Mao, Pol Pota, ale przymus był im miły. Guzik ich obchodziło, że nikt się z nikim nie brata, ważna była nieograniczona kontrola, jaką im ideologia dawała nad procesem bratania. Tego Kołakowski rozumieć nie chciał. I tak, chcąc nie chcąc, oddał swą ogromną erudycję i niepospolitą inteligencję na służbę wrogom ludzkości. A rolę ojca chrzestnego prlu bis odegrał bezbłędnie."

Podobnie ocenia pana Kołakowskiego ks. prof. dr hab. Andrzej Maryniarczyk, kierownik Katedry Metafizyki KUL w równie ciekawym artykule http://www.dlapolski.pl/Mity-i-fakty-o-prof-Leszku-Kolakowskim-art5081.htm. Zamyka swój referat uogólnionym nawiązaniem do autorytetów, które nam się serwuje w mediach:

"Ci bowiem, którzy w trudnych czasach komunizmu bronili wielkości rozumu filozoficznego, godności człowieka, dobra Narodu, zostali przez środki przekazu i instytucje skazani na niebyt. Dla nich zabrakło orderów i odznaczeń. Ci zaś, którzy budowali ideologię zła, umacniali ją, którzy przez swe działania przyczynili się do degradacji kulturowej i moralnej społeczeństwa - stawiani są jako autorytety i odznaczani. Czy nie ma w tym paradoksu dziejów i schizofrenii pamięci? Czyżby przemilczając te fakty z życiorysu filozofów, ci, którzy to czynią, chcieli sami usprawiedliwić swą winę?" 

ot...takie będą Rzeczpospolite...



środa, 22 lipca 2009

Media kłamią...


Zawsze to twierdziłem. Dowód przybył z Irlandii.

GW donosi: "- Polskie media przedstawiają niedawne trzy zabójstwa Polaków w Irlandii Północnej w fałszywym świetle - powiedział konsul generalny w Edynburgu Aleksander Dietkow".

Dlaczego światło jest fałszywe? Bo Polacy wyrżynają się między sobą....

link do artykułu: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6849864,_Nie_robmy_sensacji__To_Polacy_zabijaja_Polakow_w.html

poniedziałek, 13 lipca 2009

Bezpieczniej?


Tradycyjnie krew się polała na polskich drogach... Weekend zakończył się takim bilansem: 47 zabitych i 538 rannych. A wszystko to stało się mimo  setek fotoradarów i dziesiątków policyjnych bolidów wyposażonych w fotorejestratory,  mimo zapiętych pasów i  zapalonych świateł mijania. Czy to znaczy, że wzrost "bezpieczeństwa" i tępienie "piratów drogowych" wpływają na wzrost liczby ofiar? Z drugiej strony Premier nie obiecał rodzinom ofiar odszkodowań, nie pojawił się na miejscu choćby jednego wypadku... za mało medialne? Jak spadnie z mostu autobus to są odszkodowania a jak się rozbije 200 prywatnych samochodów to nic się nienależy?  Mentalność Kalego się kłania. To chyba porażka tej mitologizowanej  sprawiedliwości społecznej. Miało być bezpieczniej... Jak jest - każdy widzi. Co to będzie jak jeszcze zabronią palenia tytoniu w prywatnym pojeździe...  

wtorek, 7 lipca 2009

Czempiński Rulez!


Cóż...było to tajemnicą poliszynela lub domysłem podejrzliwych nieuświadomionych a teraz jest potwierdzone. Otóż generał Gromosław Czempiński wyznał w przypływie szczerości ;) że był twórcą Platformy Obywatelskiej... No ba... Nie dziwi nic...

Toż wiadomo od lat, że to służby specjalne kręcą tym krajem...

Czempiński, Kiszczak, Jaruzelski i inni "ludzie honoru" zafundowali nam ten cyrk... Musty, Alki i Bolki to jedynie wykonawcy.

źródło: http://niezalezna.pl/article/show/id/22492

poniedziałek, 6 lipca 2009

Znak czasu: żelazny krzyż...


projekt

wersja ostateczna

Znakiem czasu zdaje mi się "nowe" niemieckie odznaczenie za męstwo w boju. Zdumiewające podobieństwo do hitlerowskiego "żelaznego krzyża". Czwarta europejska Rzesza Niemiecka przed nami?

Gott mit uns? Chyba nie...

czwartek, 2 lipca 2009

Ordnung MUST sein...


Przeczytałem list Olechowskiego do Tuska i niestety muszę go skomentować. Mając na uwadze Szanownego Czytelnika przytaczam dzieło Olechowskiego w całości, ośmielając sie wszelako wrzucić tu i ówdzie jakowyś kamyczek /wyróżniony pogrubioną czcionką/ w światłe oblicze "jedynego sprawiedliwego":

List Andrzeja Olechowskiego do Donalda Tuska

Warszawa, 2 lipca 2009 r.

Pan Donald Tusk

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Rzeczypospolitej Polskiej

Warszawa

Szanowny Panie Przewodniczący!

Pragnę Pana poinformować, że postanowiłem zrezygnować z członkostwa w Platformie Obywatelskiej Rzeczypospolitej Polskiej.

Wierzę, że obaj jesteśmy w polityce nie dla trywialnego interesu osobistego lub grupowego /ja nie wierzę/, ale dlatego, że mamy do wykonania jakieś zadanie. /i z tym się zgodzę, wszakże chciałbym znać mocodawców obu panów/Zadanie, które ja sobie postawiłem to modernizacja Polski i rozwój liberalnej demokracji /wg nielubianej przeze mnie, aczkolwiek wygodnej Wikipedii demokracja liberalna charakteryzuje się m.in. takimi cechami: możliwością wyboru władzy przez wolne i uczciwe wybory,możliwością kandydowania do ciał tworzących władzę przez wszystkich obywateli,rządami prawa i jawnością stanowienia prawa, przestrzeganiem humanistycznej idei praw człowieka takich jak: wolność głoszenia swoich poglądów - nawet jeśli nie są one w danym momencie popularne, wolność zrzeszania się i tworzenia politycznych grup nacisku, wolność od dyskryminacji (rasowej, religijnej, seksualnej itp.). Jak jest prawie każdy widzi/ Obecny stan tego projektu budzi mój poważny niepokój. Mimo osobistych osiągnięć milionów Polaków /tu pewno chodzi o pauperyzację społeczeństwa i uwłaszczenie się komuszej agentury/ pozostajemy daleko w tyle za nowoczesnym centrum. Polacy nadal są zakładnikami marnej edukacji, absurdalnych przepisów gospodarczych, zgrzebnej infrastruktury, nieudolnego, stronniczego i skorumpowanego państwa, żenującej kultury politycznej. /bingo panie Olechowski, ale to pan byłeś u władzy ładnych parę lat/ Co najgorsze brak jest strategicznej wizji naszej przyszłości: jak chcemy dogonić świat? Jaki ma być polski kapitalizm? /polski kapitalizm???? rozumiem pod tym pojęciem pseudokapitalizm oparty o szyderstwo z własności prywatnej i wolnej przedsiębiorczości wzbogacony masakrycznym fiskalizmem i zgrabnym systemem koncesji przy zachowaniu państwowych molochów do upychania kumpli/Ile ma być państwa? Jaką rolę chcemy odegrać w świecie? /to co widzę wskazuje na chęć odegrania roli wasalno-serwilistycznej/ Politycy do tych pytań się nie odnoszą. /bo są za trudne i dla polityków i dla ich wyborców/ Brak poważnych głosów w okresie głębokiego kryzysu gospodarczego i wyborów do Parlamentu Europejskiego jest tyle smutny, co kompromitujący. Polska nie jest solidnym, dobrze rozpędzonym pociągiem jadącym na sprawdzonych torach. Wszystko jeszcze może nas spotkać - dobrego i złego. Nie wystarczy Polską administrować, trzeba nią kierować: wytyczać szlaki, rozpoznawać przeszkody, skłaniać do podejmowania wyzwań. /AMEN/

Trzeba przywrócić poważny ton w polskiej debacie politycznej. Musimy pozbyć się dominującej dziś nieznośnej miałkości i atmosfery gry. Trzeba formułować poważne propozycje i przekonywać do nich obywateli. Czuję się w obowiązku aby podjąć to wyzwanie. Naturalnym miejscem dla tej aktywności powinna być dla mnie PO. Po głębokim namyśle doszedłem jednak do - bardzo dla mnie trudnego - wniosku, że w tej partii nie podołam swojemu wyzwaniu. Dlaczego? Z czterech powodów.

Po pierwsze, dlatego, że PO zatraciła swój programowy charakter. Współtworząc z Panem i panem Maciejem Płażyńskim PO zdeponowałem w niej swoją nadzieję na partię, która będzie konsekwentnym liderem modernizacji Polski i Polaków, /o tak - majstrujecie nad modernizacją Polaków aż niemiło.../poprowadzi nas do centrum nowoczesnego świata. Przypomnę, że za najwyższą wartość uznaliśmy wówczas "wolność człowieka - obywatela - jego godność, kreatywność i aspiracje". Mieliśmy "uwolnić energię Polaków", pomóc "oszlifować polskie diamenty", sprawić, że "państwo nie będzie zajęte same sobą"! Dlatego z narastającym rozgoryczeniem obserwowałem metamorfozy programowe PO: niesławny sojusz z kolektywistami z PiS, poddanie się obsesji rozliczeń z PRL, "ukąszenie" ideą IV RP, awanturę o Niceę, akceptację dla obniżenia standardów demokratycznych, porzucenie planu reformy podatków, obojętność wobec degradacji służby cywilnej, itd. Te fascynacje i zwroty zepchnęły w kąt troskę o awans życiowy Polaków - ambitne programy edukacyjne, likwidację barier dla przedsiębiorczości, obniżkę podatków. /no ba - kto dziś wspomni o obiecywanym podatku linowym?/Dewastacji dopełniło podporządkowanie wysiłku programowego grze politycznej, konkurencji z PiSem. Dziś, jak wielu Polaków nie umiem powiedzieć, jaką partią jest PO. Wiem tylko, że w danej sprawie nie jest PiSem. /aczkolwiek osobowo to PO jest jakby PiSem, jeśli np. Mężydło mógł przejść z PiS od PO uwaga! b e z k o n i e c z n o ś c i zmiany poglądów.../

Po drugie, dlatego, że straciła ona spójność. Współtworząc naszą platformę obiecywałem publicznie, iż zgromadzi się na niej "wspólnota zwarta, skupiona wokół łączących ją idei i celów programowych, a nie zgromadzenie od Sasa do lasa czy sprytne joint-venture zawiązane w celu zdobycia wpływów i władzy". Naszą partię mieli stanowić "ludzie wypróbowani, którzy po stokroć wykazali wierność głoszonym przez siebie zasadom, którzy w działaniu, a nie tylko w słowach udowodnili swoje kompetencje i odpowiedzialność". /ależ trzon był wypróbowany w grach operacyjnych Służby Bezpieczeństwa... prawda, panie MUST?/ Nie tylko mną wstrząsnęło zaproszenie do grona kandydatów do Parlamentu Europejskiego pana Mariana Krzaklewskiego, który jest przecież symbolem sprzeciwu wobec otwarcia i modernizacji Polski. A to tylko jedna z wielu osób, których poglądy i dorobek polityczny wprowadziły do PO chaos, pozbawiły ją w moich oczach wiarygodności. Nadały jej też rys cynizmu, na który partia reformatorska pozwolić sobie nie może.

Po trzecie, dlatego, że PO stała się partią władzy. Budując ją zapewnialiśmy Polaków, że będzie się różnić od innych partii, które "są jak korporacje - rozgałęzione przedsiębiorstwa z udziałami we wszystkich dziedzinach życia społecznego i gospodarczego. /tyle słów zamiast prostego określenia mafia.../Zajmują się gruntowaniem wpływów i zarządzaniem układem interesów na wszystkich szczeblach władzy - od samorządu dzielnicy do senatu - i we wszystkich jednostkach finansowanych przez państwo - od kas chorych, przez teatry do komunalnych cmentarzy". /święte słowa.../Czy moglibyśmy dzisiaj inaczej opisać PO? Czy moglibyśmy powiedzieć, że jest "inna, lepsza. Nie zajmuje się swoimi interesami, ale tym co stanowi istotę partii - realizacją programu w parlamencie"? Czy moglibyśmy nie zgodzić się z panem Rafałem Dutkiewiczem, gdy twierdzi, że dla przedstawicieli PO "w samorządach decydentem nie są wyborcy, tylko aparat partyjny"? W zapomnienie poszły prawybory, współpraca z organizacjami i środowiskami społecznymi, "lekkie struktury na wzór amerykański". PO dołączyła do niesławnego grona poprzedniczek upartyjniających państwo, gmatwających interes prywatny z publicznym i bezwstydnie rozbudowujących nomenklaturę.

W partii władzy, chaotycznej i wieloznacznej, partii, która zapomina o swoich celach i obietnicach nie ma miejsca dla mnie i mojego zadania. /o zadaniu pomówimy potem/ W takiej partii nie da się uzgodnić i zrealizować ambitnych planów modernizacyjnych, projektów o strategicznej głębi, przedsięwzięć naruszających interesy istotnych grup społecznych. Takiej partii - i to jest czwarty powód - nie uda mi się też zmienić. Oceny i propozycje obojętnie czy zgłaszane prywatnie czy publicznie nie zdają się na nic, gdy brak jest elementarnych form wewnętrznej debaty oraz demokratycznych procedur wyciągania z niej wniosków. A tak właśnie jest w PO. Krytyka i postulaty zmian interpretowane są jako przejawy osobistych ambicji, chęć podważenia autorytetu kierownictwa, zamiar zajęcia czyjegoś stanowiska. Myśl o zaangażowaniu się w taki proces jest dla mnie odstręczająca.

Takie są powody mojej decyzji. Z ciężkim sercem opuszczam partię, którą współtworzyłem. Nie opuszczam jednak środowiska, które Platformę powołało do życia. To także moje środowisko. Darzę je szacunkiem, życzliwością i przyjaźnią. Demokratów i liberałów, "ludzi umiarkowanych i nowoczesnych, samodzielnych i przedsiębiorczych, inteligencji, młodzieży; ludzi, którzy współczesny świat rozumieją, potrafią go wykorzystać i twórczo rozwinąć; ludzi, którzy doceniają znaczenie rozumnego przywiązania do tradycji i zasad". Nie tylko go nie opuszczam - odchodzę z partii by go nie zawieść. By na nowo podnieść nasze cele i marzenia. Wierzę, że robię to dla dobra Rzeczpospolitej.

Z poważaniem i sympatią,

Andrzej Olechowski

PS. Z oczywistych względów pozwolę sobie ten list podać do wiadomości opinii publicznej.

Źródło: http://tiny.pl/3z4s

Cóż... takie pierwsze myśli mi się nasunęły po lekturze wspomnianego listu. Potem przypomniałem sobie karierę pana O. Pójdźmy więc dalej...

Fakty: negowany przez rząd PO kryzys gospodarczy jest faktem, dziura budżetowa zdaje się być większa nawet od ego Kołodki, do wyborów prezydenckich szmat czasu, realne ryzyko rozliczenia z obiecywanych cudów, możliwy spadek notowań i przegrana Tuska.

Efekty: jakby napisał Michalkiewicz: razwiedka właśnie zaczęła zwijać parasol ochronny nad PO i tylko czekać, aż TW Stokrotka zrobi miazgę z Tuska bądź Schetyny dając sygnał do odwrotu. Co zatem powinien zrobić sztab oficerów prowadzących? Zaproponować szanownym wyborcom godną alternatywę. Czyż może być lepszy kandydat niż pan dr Olechowski znany tu i ówdzie, jako TW Must?

Na fotografii: TW Bolek, TW Must, TW Alek - trzech tenorów w nowej grze operacyjnej...

wtorek, 23 czerwca 2009

Cuda, cuda ogłaszają...


Nasz wspaniały liberalno-ludowy rząd właśnie się zastanawia:
1. nad powrotem trzeciej stawki PIT w wysokości 40 procent,
2. nad podniesieniem składki rentowej,
3. na wyższymi stawkami VAT i akcyzy,
4. czy dziura budżetowa będzie mniejsza niż 50 miliardów złotych...

Motłoch pewno zapomniał, że kryzys to wymysł Kaczorów...i zagłosuje na Słońce Peru w wyborach prezydenckich.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Czerwony bohater...



Czarny czerwony prezio USA w graficznym zilustrowaniu jego cudów mówionych. Kiedy Tusk się doczeka podobnej perełki?

wtorek, 16 czerwca 2009

Samolot...



O.. właśnie takim samolotem poleci Minister Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej na Ukrainę ze swym niemieckim odpowiednikiem. Jako, że zdjęcie nieduże: na stateczniku widnieje napis Luftwaffe a na boku namalowano czarny krzyż...

Znak czasu?

Notka techniczno-historyczna:

Oficjalne samoloty rządowe Bundesrepublik Deutschland były i są na stanie Ministerstwa Obrony BRD, jako takie wchodzą w skład Luftwaffe. Na zdjęciu widzimy Airbus a310-304 vip, wymalowanego na biało z czarno-czerwono-złotym paskiem i flagą na stateczniku pionowym; oznaczenie 10+21, msn 498 nazwa: Konrad Adenauer.

Przed malowaniem łagodzącym samoloty tego typu wyglądały tak:


Świat się zmienia i Luftwaffe się zmienia, Niemcy się także zmieniają...

Historycznie Luftwaffe kojarzyło się raczej z takim obrazkiem:



Jak widać nasi sąsiedzi mają wielkie zamiłowanie do tradycji :)

piątek, 5 czerwca 2009

4 czerwca 1989r.

Cała Polska świętowała wczoraj "obalenie komunizmu". 35% posłów pochodziło z demokratycznych wyborów... z czego jakaś połowa /w optymistycznym założeniu/ była uwikłana w agenturalną przeszłość a być może i była czynną agenturą. Pozostałe 75% Sejmu wypełniały komunistyczne betony w otoczeniu satelitów z SD i ZSL. Demokracja pełnym pyskiem.

Jak konała komuna, bo święto wskazywałoby że to się stało w jednym dniu? Opozycja po obaleniu komuny pozwoliła na wybranie prezydentem Jaruzelskiego a Kiszczak! został ministrem obrony narodowej. Święto obalenia komuny...na z góry upatrzone pozycje. Co było potem? Po agencie Jaruzelskim prezydentem został TW "Bolek" a po "Bolku" TW "Alek"... Teraz prezydentem jest Lech K. także uczestnik Okrągłego Stołu i kombatant z Magdalenki. Głosowałem nawet kiedyś na Wałęsę, żeby prezydentem nie został agent Tymiński...

Świętowano wczoraj na całego: telewizje na wyścigi pokazywały wszelaką agenturę. Widziałem takich tuzów jak Moczulski, Kwaśniewski, Wałęsa, Jaruzelski...

Szczęka opada.
Wstydzę się...

PS. Jak donosi Gazeta W. "Dziś zaczyna działalność fundacja Centrum im. prof. Bronisława Geremka. Ma dokumentować i promować dorobek byłego ministra spraw zagranicznych. Fundację założyła rodzina i przyjaciele prof. Geremka. W jej władzach są m.in.: Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, b. szef MSZ Adam Rotfeld, szef UKIE Mikołaj Dowgielewicz, historyk prof. Henryk Samsonowicz, prezes Fundacji im. Stefana Batorego Aleksander Smolar i syn Bronisława Geremka -Marcin." Czyżby tworzono filię Wielkiego Wschodu Francji na polski protektorat?

wtorek, 2 czerwca 2009

List córki gen. Fieldorfa...

Jako, że w Wybiórczej tego raczej nie opublikują przytaczam w całości list pani Fieldorf-Czarskiej do dr Aliny Całej, która wsławiła się dosyć oryginalnym podejściem do kwestii polskiej pomocy w Holokauście. Otóż na pytanie "Rzeczpospolitej":- "Za śmierć ilu Żydów są według pani odpowiedzialni Polacy?" Pani doktor z Żydowskiego Instytutu Historycznego odpowiedziała: "W pewnym sensie za śmierć wszystkich 3 milionów". Oczywiście, włos jej z głowy nie spadnie... bo obraża Polaków... Taki kraj. Tacy ludzie.




Gdańsk, 28 maja 2009 roku


List otwarty Marii Fieldorf-Czarskiej do dr Aliny Całej
z Żydowskiego Instytutu Historycznego


Obejrzałam przypadkiem telewizyjny program redaktora Tomasza Lisa z Pani udziałem. Program dotyczył podłego artykułu "Europejscy pomocnicy Hitlera w mordowaniu Żydów", opublikowanego niedawno w niemieckim "Spieglu". Ze zdumieniem stwierdziłam, że jedyna różnica między spieglowskimi specjalistami od zamazywania odpowiedzialności Niemców za zbrodnie na obywatelach Polski narodowości żydowskiej a Panią polega na tym, że Pani robi to z większą złością wobec Polaków i jeszcze bardziej niesprawiedliwie niż Niemcy. Aż trudno uwierzyć, że jest Pani obywatelką RP i pracownikiem instytutu naukowego, dotowanego zapewne z budżetu Państwa Polskiego.

Sprawa jest tym bardziej bolesna, że niemieccy redaktorzy "Spiegla" zaatakowali tym razem polskich chłopów. Oni mogą o tym nie wiedzieć, ale Pani jako historyk musi wiedzieć, że aktualnie trwa w Kościele katolickim proces beatyfikacyjny, w którym jest m.in. chłopska rodzina Ulmów. To symboliczna historia, takich było wiele. A co zrobić z ponad 6 tysiącami Polaków, którzy są "Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata"? W Talmudzie napisano, że "kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat". Ponad 6 tysięcy razy Polacy ratowali w czasie wojny "cały świat". To przypadki znane i opisane, a ile jest jeszcze nieopisanych? Tymczasem Pani, obywatelka Polski, taki ma dla nich szacunek, że znieważa naród, który ich wydał i wygłasza Pani o tym narodzie niesprawiedliwe i uogólniające sądy.
Kiedy myślę o Józefie Ulmie, polskim rolniku, zamordowanym przez Niemców 24 marca 1944 roku w Markowej - razem z żoną Wiktorią w błogosławionym stanie i sześciorgiem małych dzieci oraz ośmiorgiem ukrywanych przez siebie Żydów - to zastanawiam się, co ci zamordowani Żydzi powiedzieliby Pani, gdyby dziś mogli przemówić? Co by powiedzieli na temat "przyjaźni" niemiecko-żydowskiej obserwowanej w naszych czasach, kosztem Polaków - "pomocników Hitlera"?
Staram się zawsze kończyć moje spory z różnymi ludźmi propozycjami pokojowymi, pozytywnymi. Także teraz mam propozycję, by pomogła mi Pani w realizacji pewnego pomysłu. Moim zdaniem, należy podziękować wszystkim Żydom, którzy po wojnie pomagali polskim patriotom, prześladowanym i mordowanym przez sowieckie siły "bezpieczeństwa publicznego" tylko dlatego, że chcieli Polski wolnej, suwerennej. Żydzi mieli duże możliwości pomagania, ponieważ wielu z nich zajmowało wysokie stanowiska w aparacie partyjnym i policyjnym Polski sowieckiej. Co prawda, mojemu ojcu nie pomogli, ale uczestniczyli w mordzie sądowym; pisali akt oskarżenia i wydali dwa razy wyrok śmierci na ojca, wysługując się Związkowi Sowieckiemu za stanowiska i ordery. Ale ja, z powodu Auscalera, Merza, Wajsblecha czy Górowskiej nie mogę sobie wyrabiać opinii o całym narodzie żydowskim.
Zapewne zna Pani, jako historyk, liczne przykłady pomocy udzielonej Polakom przez Żydów. To jest istota mojej propozycji, którą sformułowałam w liście otwartym do Adama Michnika już w styczniu 2001 roku, opublikowanym w "Naszym Dzienniku", zignorowanym przez "Gazetę Wyborczą". Niestety, do dziś nie dostałam odpowiedzi. Pora wrócić do sprawy.
Zorganizujmy wspólnie - Polacy oraz Żydowski Instytut Historyczny - akcję upamiętniania Żydów, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków z rąk NKWD-UB i KGB-SB w latach 1939-1989, szczególnie w okresie okrutnej sowieckiej okupacji Kresów oraz w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie. Mam nadzieję, że teren niezbędny do sadzenia drzew, upamiętniających szlachetne czyny, zostanie udostępniony przez odpowiednie władze. Szlachetność i odwaga ludzka winny być zauważone i nagrodzone nie tylko przez Izrael, ale i przez Polskę. Pani jako Żydówka z polskim obywatelstwem na pewno to rozumie.
Jeśli chodzi o motto całej akcji, to zapewniam Panią, że w Ewangelii znajdzie się wiele pięknych myśli o wymowie zbliżonej do tych o ratowaniu świata przez dobre uczynki pojedynczych ludzi.
Maria Fieldorf-Czarska
córka gen. bryg. Augusta Emila Fieldorfa "Nila"

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Awers i rewers...


fot. P.Ulatowski/P.Kowalczyk

Analizując historię najnowszą Polski zastanawiałem się, jak zatytułować to zdjęcie. Koncepcji było kilka.

Walka toczyła się pomiędzy takimi tytułami:
1. Awers i rewers
2. Wash & Go
3. Jekyll & Hyde
4. Parada agentów
5. Bolek i Lolek

Wszystko pasuje, wygrało pierwsze skojarzenie :)