Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gazeta Wyborcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gazeta Wyborcza. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 września 2010

Co za banda...


Wyborowa przejechała się po http://niezalezna.pl/ w dosyć niewybredny sposób. Dla zachęty cytuję przytoczone przez "Stanisław Mancewicz" komentarze internautów na portalu:

"Zacznijmy od prezydenta. Akurat wobec niego publika używa nieco monotonnej palety przekręceń, przy której jednak jakieś stare i zapomniane niemieckie kartofle czy kaczory to doprawdy betka. A więc Komoruski, Komuchowski, Wiaczesław Skomoroszkin, POpow, Priezidient Polskoj Riespubliki, Szczynukow vel Komorowski czy ????????? ???y???-???????-

????.

W nazwisko premiera włożono nieco więcej fantazji: Tuskaszenka, tFuskoid, Donald Duck, Tuzk, Putinotusk, Thusk czy Thuzk. Platforma Obywatelska też jest wymalowana na cacy i absolutnie zdemaskowana: "Platforma Obywatelska - właśc. Polscy Oligarchowie, Państwowa Obłuda, Partia Oszustów, niem. Lastkraftwagen Zivil, ros. ????????? ???????????, ale też: POlijaczki, POpaprańce, POstkomuna, TęPOta POjebów, POlszewia, POjudasze, POdstęp, POmatoły, PełO. To naprawdę garstka przeróbek. W PO-landii trwa rzecz jasna PO-kupacja. Rządzi nami Euro-liber-lewactwo i Polska Zjednoczona Partia Jewropejskiego Eurokołchozu. Ważnymi osobami w tym państwie są MENDrzec Bydłoszewski, Wajda-Wizjoner, Sowie-Dukaczewski, Darth Vader - Grzegorz Schetyna, Ewa Kopacz - założycielka KRNFZ (Komitet Rozwałki NFZ-u), Stefan Niesiołowski - Reisfuhrer sił porządkowych PO, Paru(l)ski, i któżby jak nie Paligłup. W Popislandzie Partii Oszustów powił się ostatnio POntycyliusz. Długo nie mogłem się zorientować, co może znaczyć słowo Buzkówa. Dowiedziałem się - to Bruksela. Wciągające, prawda?"

Prawda, rzeczywiście wciągające.

Cały artykuł to wiadro pomyj wylanych na Gazetę Polską i portal niezalezna.pl. Chamstwo i prostactwo pierwszej wody. Nie powinny go czytać dzieci poniżej 16 roku życia. Kuriozalny jest fakt, że w bezceremonialny sposób atakuje inne medium, a samo....

Dla równowagi przytoczę komentarze z Wybiórczej pod znamiennym, reprezentującym linię szmatławca artykułem pana Kalukina "Ciemna dusza prezesa PiS""

Ciemna dusza prezesa PiS
mer-llink 08.09.10, 20:26 Odpowiedz
Do Pani MArty Kaczyńskiej:
Szanowna Pani, jest Pani obecnie najbliższą osoba dla p. J. Kaczyńskiego. Czy Pani go lubi czy nie, to jest Pani moralnie zobowiązana do opieki nad nim. Wszystko wskazuje na to, że Pani stryj cierpi. Jest wyraźnie zgubiony i wykorzystywany przez swych przybocznych. Przy pozorach racjonalności nie zarządza swymi postępkami. A to sa objawy nieskomplikowanego, ale silnego zespołu chorobowego. Do Pani należy podjęcie kroków ratunkowych. Na jego koleżenstwo partyjne nie może Pani liczyc, że zadbaja o zdrowie prezesa. Spada to na Panią. Niechaj Pani ratuje stryja! Z powodów humanitarnych, nie żadnych innych. Zal człowieka. Jemu potrzebny jest dobry zespół lekarzy.

Ciemna dusza prezesa PiS
antropoid 08.09.10, 21:04 Odpowiedz
"A jeśli Kaczyński mimo wszystko wie co robi i jego ostatnie wypowiedzi są elementem planu politycznego?"
-----------------------------

Oczywiście, że tak jest. Chce wywołać jak największy zamęt, "podpalić" kraj, bo tylko to jest szansą na utrzymanie się na politycznej powierzchni tej mendy, która zawsze grała na najgorszych instynktach.

Ciemna dusza prezesa PiS
m.godwin 08.09.10, 21:12 Odpowiedz
"Jarosław Kaczyński nie przestał być przecież liderem największej partii opozycyjnej" - a wiadomo to? Wiadomo ilu członków liczy teraz PiS? Ilu już pan prezes powyrzucał? Ilu wywali dzisiejszej nocy? Ilu dopiero jutro rano?

Kochamy Pana Panie Jaroslawie! Wytrwalosci!

pijpijrusku 08.09.10, 21:36 Odpowiedz
My wszyscy,chorzy z sal 4a i 7c popieramy Pana z calego serca i zyczymy wytrwalosci tak,abysmy mogli niebawem sie spotkac w jednym szpitalu. Pacjenci Szpitala Zdrowia Psychicznego nr 1 w Tworkach. Krzywy Mietek z Wachocka,zabojca matki i turkocia podjadka

Re: Ciemna dusza prezesa PiS
malkontent6 08.09.10, 21:40 Odpowiedz
Może Marta zrobi wujkowi lewatywę i prezes wróci do zdrowia psychicznego.

Re: Ciemna dusza prezesa PiS
1ewkas 08.09.10, 22:07 Odpowiedz
Mer-llinku, a nie przyszło Ci do głowy, że Marta nigdy nie była ani nie jest najbliższą osobą dla swojego stryja, choćby ze względu na to, że nigdy nie uznawał i lekceważył jej matkę ? Że to "pojednanie" w obliczu śmierci było wymuszone ? Że być może obarcza odpowiedzialnością za śmierć rodziców swojego stryja ? Naprawdę, nie żal TEGO człowieka.
Bardzo trafne spostrzeżenia,

kumpel_kolesia 08.09.10, 22:35 Odpowiedz
jeżeli tzw. mowa ciała coś zdradza, to nawet nieprofesjonalny obserwator mógł zauważyć brak głębszego związku pomiędzy J.K. i bratanicą. Powiedziałbym nawet, że można było dostrzec obawę jeśli nie wręcz strach przed Jarosławem.
Ale cóż - rzecz pozostanie w rodzinie. Pracownicy socjalni do rodzin milionerów raczej też nie zaglądają.
Ciemna dusza prezesa PiS yaro do tworek cito!

bogdan331 08.09.10, 22:09 Odpowiedz
ten sufriel zafunduje nam Polakom kuku.Jeb*ł go pies!Delirka?/ Delirium Tremens/
www.atochuj.pl/nikt-sie-tego-nie-spodziewal/ "

..................

A wnioski? A wnioski se wyciągnijcie sami :p
linki:
http://wyborcza.pl/1,75478,8341973,Komoruski_pod_butem_Buzkowy.html

http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,116277042,,Ciemna_dusza_prezesa_PiS.html?v=2

środa, 28 kwietnia 2010

Solidarni 2010...


Nie tak dawno przeciwstawiano Polskę solidarną Polsce liberalnej. Wyszło na liberalną. Liberalna rządzi, solidarna milczy. Do czasu. Ewa Stankiewicz i Jan Pospieszalski przez tydzień chodzili po Krakowskim Przedmieściu i kręcili film dokumentalny. Mówili ludzie, zwykli ludzie: emeryci, robotnicy, aktorzy, żołnierze, inteligenci. Cała Polska zebrała się pod Pałacem Namiestnikowskim i manifestowała swoje przywiązanie do biało-czerwonej flagi, szacunek dla urzędu i osoby Prezydenta, smutek, żal, czasem przeprosiny za niesprawiedliwy i pochopny osąd. I to wszystko nakręcili wspomniani wyżej ludzie. Pozwalając na swobodną wypowiedź, bez ingerencji, cięć i przeszkadzania. Usłyszeliśmy i ujrzeliśmy Polskę i jej głos. Głos zatroskany, żałobny i dumny zarazem. Usłyszeliśmy rzeczy, których w tvn-ie raczej nie usłyszymy... Film trzeba zobaczyć - jest dostępny na youtube.

...a że akcja zwykle wywołuje reakcję:

Sojusz Lewicy Demokratycznej:


"Szanowny Pan
Witold Kołodziejski
Przewodniczący
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji

W poniedziałek, 26 kwietnia Program Pierwszy Telewizji Polskiej, wyemitował film dokumentalny Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, "Solidarni 2010". Producentem filmu jest Robert Kaczmarek - ten sam, który wspólnie z Grzegorzem Braunem zrealizował dzieło pt. „Towarzysz Generał”, poświęcony Wojciechowi Jaruzelskiemu.

Grono takich twórców stworzyło film, za pomocą którego po raz kolejny udało się wzbudzić wielkie kontrowersje, podgrzać społeczną atmosferę i podzielić społeczeństwo. Podczas dwugodzinnej emisji bez słowa komentarza, wybrani przechodnie obarczają winą za katastrofę prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem: media, partie polityczne, a nawet Rosjan.

W chwili, gdy wiele osób, wciąż opłakuje najbliższych, którzy zginęli w katastrofie samolotu prezydenckiego, kiedy mówi się o powszechnej zgodzie narodowej, o zmianie języka w debacie publicznej o zaniechaniu stosowania brutalnych elementów w sporach politycznych, telewizja publiczna uraczyła widzów materiałem, który zaprzecza tej atmosferze spokoju i zadumy, jaka wytworzyła się po tragicznej katastrofie.

Czy wzbudzanie społecznych i narodowych antagonizmów jest rolą telewizji publicznej? Czy misją telewizji publicznej jest propagowanie nienawiści? Pokazywania odczuć Polaków po tragedii tylko w jednym świetle, pełnym nienawiści, bezpodstawnych podejrzeń i spisków?

Naszym zdaniem film zupełnie bezpodstawnie wykorzystuje śmierć Pana Prezydenta do partyjnej kampanii. Pokazywania jednoznacznej, przekoloryzowanej rzeczywistości, wygodnej dla polskiej prawicy. Przykre, że do tego celu wykorzystuje się tak wielką tragedię i to przy pomocy telewizji publicznej.

Myślę, że wyprodukowanie i wyemitowanie tego filmu, przez telewizję publiczną powinno stać się przedmiotem oceny Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Emisja tego filmu burzy poczucie żałobnej jedności Polaków w sprawie tragedii. Film tworzy pełne obsesji obrazy. Znacząco odbiega od standardów jakich oczekuje się od mediów publicznych. Promowanie podziału, granie na emocjach wprowadza chaos myśli, rozsądek spycha na manowce

/-/ Jerzy Wenderlich
Wiceprzewodniczący Komisji Kultury i Środków Przekazu

/-/ Tomasz Kalita
Rzecznik Prasowy SLD"

Wytłuszczenia-moje dla zaznaczenia trendów. Dokument o Jaruzelskim - pierwszorzędny, w zasadzie suche przedstawienie kariery i osobowości generała. Zarzut SLD dla producenta to rękojmia dobrej roboty! Dziennikarze nie prostowali słów ludu - jak można było do tego dopuścić? Ministerstwo Propagandy jest zawiedzione. A lud bezczelny ośmiela się podejrzewać Rosjan, czyżby pamięc historyczna i przeżyte doświadczenia pozostały w Narodzie mimo tylu lat prania mózgów?

Kolenda-Zaleska:
"Sam przekaz filmu był skandaliczny. Teza w największym skrócie brzmiała tak: katastrofa pod Smoleńskiem to był zamach, premier Tusk ma krew na rękach, a Rosjanie chcą nas jak zawsze oszukać. I tylko prawdziwi patrioci, czyli ci, którzy wcześniej popierali politykę prezydenta Lecha Kaczyńskiego i go nie krytykowali, mają prawo dzisiaj po nim płakać."

"To jest zakłamywanie rzeczywistości. To film, który z założenia miał pokazywać spiskową wizję dziejów."

"Dziennikarz jest nie tylko od tego, żeby rejestrować, ale także by objaśniać świat i analizować to, co widzi i słyszy."

"Ale to, co zrobili pan Pospieszalski i pani Stankiewicz, to nie był żaden reportaż, ale zwyczajna agitka. Nieodpowiedzialna, jednostronna, zafałszowująca obraz Polski i pełna elementarnych błędów dziennikarskich. Im dłużej ten film oglądałam, tym bardziej się czułam przerażona."

Pochwalić należy demiurgów masowego przekazu: dzisiaj oficjalnie włączyli podejrzenie zamachu terrorystycznego do możliwych przyczyn katastrofy prezydenckiego tupolewa. Inne tezy także poprawne, bo przecież samoloty VIP-ów podlegają Ministrowi Obrony Narodowej, który jest podwładnym premiera. Także Rosjanie na wysokim szczeblu dezinformacji podawali newsy o czterech podejściach do lądowania i nieznających rosyjskiego pilotach. O tym, że nagłe nawrócenie i krokodyle łzy szyderców są nad wyraz faryzejskie i raczej powinni zamilknąć niż rozpaczać miłosiernie nie wspomnę.
Spiskowe teorie dziejów... o tak, lubię, cenię i wyznaję :-)
Dziękuję Ci Katarzyno za objaśnianie świata, to zdecydowanie nie mój świat. I nie dziwi mnie twoje przerażenie: vox populi - vox Dei w wolnym tłumaczeniu: bój się Boga kobieto...

Tytuł GW: "Aktorzy wśród bohaterów reportażu "Solidarni 2010"

Rzecz jasna: aktor jest zawodowym fałszerzem rzeczywistości i nie ma prawa do prywatnych poglądów. Ta banda kretynów zdecydowanie mnie irytuje...
I ta także:

""Polityczne i medialne karły udające autorytety" - to tytuł ulotki rozdawanej na ulicach Warszawy. Są na niej zamieszczeni znani politycy, dziennikarze, artyści: Janusz Palikot, Donald Tusk, Stefan Niesiołowski, Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski, Julia Pitera, Radosław Sikorski, Magdalena Środa, Kazimierz Kutz, Michał Figurski, Piotr Tymochowicz, Jacek Żakowski, Grzegorz Miecugow, Tomasz Lis, Piotr Najsztub, Mikołaj Lizut i Katarzyna Kolenda-Zaleska oraz ich cytaty, które według autorów ulotek obrażały tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ulotkę podpisana jest stwierdzeniem: "Te karły szydziły z naszego prezydenta. Teraz my bojkotujemy ich!". Amen


źródła:
1. http://www.sld.org.pl/aktualnosci/p-r-m-a-4905/aktualnosci.htm
2. http://www.rp.pl/artykul/467926.html
3. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7822921,Aktorzy_bohaterami_reportazu__Solidarni_2010_.html
4. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7823893,Ulotki_w_Warszawie___Te_karly_szydzily_z_naszego_prezydenta_.html

niedziela, 25 kwietnia 2010

Król jest niebezpieczny...


Wybiórcza poinformowała, że tygodnik WPROST zrywa współpracę z Markiem Królem /byłym redaktorem naczelnym, właścicielem i felietonistą/ za napisanie felietonu pod znamiennym tytułem "Nie polezie orzeł w GW-na" w którym "brutalnie zaatakował "Gazetę Wyborczą" i jej naczelnego Adama Michnika".

Nie mogłem się oprzeć, więc dokopałem się do tego smakowitego artykułu i ośmielam się go w całości przytoczyć, z intencją "dla wolności słowa odrębnego"...
-------------------------------------------------------------------------------------
Marek Król "Nie polezie orzeł w GW-na"

„Sen Wyspiańskiego o Polsce wolnej, żal do współczesnej, ból, sarkazm, ten porachunek poetycki z własnym pokoleniem Wajda przetłumaczył na język filmu, a raczej na wrzask i bełkot. Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. Kazał nam zapomnieć, że z tego środowiska, z tej ziemi, już za lat 30 wyszli pierwsi od lat polscy żołnierze”. W czasach, z których pochodzi ten cytat, nie należało przypominać, że żołnierze ci to legiony Piłsudskiego. Nie napisał tych słów jakiś wyznawca kaczyzmu czy ideolog PiS. To fragment felietonu z początku lat 70. Antoniego Słonimskiego.
Nikt tak konsekwentnie nie zwalczał w tamtych czasach popieranego przez partię i rząd zjawiska wajdalizmu jak twórca tego zapomnianego określenia – Antoni Słonimski. Co było istotą wajdalizmu, wyjaśnia następny cytat z felietonu Słonimskiego. „Niechęć swoją do romantycznych kart naszej historii wyraził już Wajda w ?Popiołach? Żeromskiego. Już nam pokazał, że napoleonidzi, którzy nieśli do Polski sztandary wolności i hasła rewolucji francuskiej, to były żałosne łachudry, kondotierzy spraw przegranych, niepochowane trupy ziemi jałowej".

Mijały lata i wydawać by się mogło, że wajdalizm rósł w siłę. Wizja Polski jako brzydkiej panny na arenie międzynarodowej, niezbyt lubianego członka rodziny europejskiej, zdominowała, wydawało się, serca i umysły Polaków.
Katastrofa, w której zginął prezydent Lech Kaczyński i znacząca część elit przeciwstawiająca się takiej wizji Polski zdegradowanej, ich tragiczna śmierć, mogła ostatecznie pogrzebać ducha Wernyhory. Ku zaskoczeniu salonu i jego autorytetów tysiące, a może setki tysięcy Polaków w ostatnim tygodniu noc i dzień składało hołd prezydentowi i jego żonie Marii, pierwszej parze najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Mimo że wcześniej sam Donald Tusk zdegradował prezydenturę do żyrandola i czerwonego dywanu, powtarzając, że prezydent nie jest mu do niczego potrzebny, mimo nieustannego poniżania prezydenta przez Komorowskiego, Niesiołowskiego i Palikota, mimo tego wszystkiego Lech Kaczyński doczekał się wdzięczności i szacunku Polaków. Był z nich dumny i jako pierwszy obywatel kochał, szanował i wierzył w wielkość swoich rodaków. I dlatego, choć poniżany i niedoceniany za życia, po tragicznej śmierci stał się wielkim symbolem dumnej Polski. A symbole w Polsce są bardzo niebezpieczne, bo mogą zniszczyć wieloletni dorobek postępowych polskich Europejczyków, ukrywających brzydką pannę w kątach salonów Brukseli, Paryża czy Berlina.

Nie dość, że wbrew zaleceniom Polacy zaczęli się narodowo bałamucić, to jeszcze ten pochówek pary prezydenckiej na Wawelu.

To był kolejny policzek dla postępowego salonu i zagrożenie, że prawicowo-romantyczna hydra, demony, jak je nazwał Kazimierz Kutz, urosną w siłę. Bezideowe palikmioty nie mogły na coś takiego pozwolić. Redaktor Adam chwycił zdenerwowany za telefon i zadzwonił do Andrzeja do Krakowa. „A… a… Aaandrzej naa... na… napisz list. Zde… zde… zdewaweluj Kaczora. Ty ma… ma… masz sukces z ty… tym ?Katyniem?, to… tobie wolno. A my w… w… w ?Gazecie? cię po… po… poprzemy". Trudno odmówić racjonalności działaniu redaktora, który pokochał jak nikt inny organizacyjną funkcję prasy. Niestety, poparcie było niewielkie, bo Polacy nie dorośli do poziomu wajdalizmu historii.

Niezależnie od opinii i ocen prezydenta Kaczyńskiego Polacy pożegnali swojego prezydenta, podkreślam: swojego prezydenta, po królewsku. Jestem z tego dumny, bo moi rodacy jeszcze raz potwierdzili to, o czym w „Weselu" tak dobitnie pisał Stanisław Wyspiański: „Ptok ptokowi nie jednaki./ Człek człekowi nie dorówna,/ dusa dusy zajrzy w oczy,/ nie polezie orzeł w gówna”. A dzisiaj już wiemy: nie polezie orzeł w GWna, drodzy redaktorzy.
-------------------------------------------------------------------------------------

Prawda... Króla pozbawiła pracy...

źródła: http://wyborcza.pl/1,75478,7811421,_Wprost__przeprasza_za_Krola_i_konczy_wspolprace.html
http://www.wprost.pl/blogi/marek_krol/?B=1200

wtorek, 23 marca 2010

....z urzędu?


Niegdyś nowoczesny ksiądz profesor, dominikanin teraz cywilny korespondent-komentator Gazety Wyborczej od spraw szeroko rozumianej religii Tadeusz Bartoś dał się zaprosić na wywiad we wspomnianej gazecie. Temat: pedofilia w Irlandii i reszcie świata a zwłaszcza w Polsce.

W tym wywiadzie padły m.in. takie słowa:

Na pytanie :Czy mimo to jest ryzyko, że wybuchną u nas skandale pedofilskie na dużą skalę?

odpowiedział były ksiądz tak:

"- To możliwe. Sam znam kilkanaście takich spraw, które nie ujrzały światła dziennego, choć od jakiegoś czasu nie jestem w środowisku duchownych. Potrafiłbym też wskazać ludzi, którzy znają podobne problemy. Mówi się o nich w kuluarach kościelnych, w środowisku dziennikarskim. To się może wylać. W Irlandii ofiary pedofilii ujawniały swój dramat nieraz po 40 latach. Dopiero wtedy miały na to siłę."

Nie jestem specem od prawa, ale frapuje mnie kwestia czy Prokuratura nie powinna wszcząć śledztwa z urzędu... Sprawa nośna a i Kościołowi można dowalić... Nie wątpię, że ogromna rzesza polskich prokuratorów codziennie czyta GW. Zatem czekam...


źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,7690606,Ksiadz_ksiedza_nie_wyda.html

środa, 26 sierpnia 2009

Przeprosiny...


GW - nieocenione źródło informacji, kopalnia materiałów do skomentowania doniosła iż Microsoft przeprosił za podmienienie czarnego mężczyzny na stronie amerykańskiej białym facetem na polskiej. Podmianka wyglądała jak na fotce powyżej.

Najpierw zerknąłem a zanim przeczytałem tekst zadałem sobie ćwiczenie logiczne: w jaki sposób można przeprosić za coś takiego.

Przyszła mi do głowy następująca formuła przeprosin:

Przepraszamy za podmienienie Murzyna Białasem - było to spowodowane powszechną w Ameryce opinią o rasistowskim polskim społeczeństwie.

I tak patrząc na fotkę "amerykańską" z pozycji cynicznej dochodzę do wniosku, że jest to fotografia rasistowska w swej wymowie: zauważcie, że Azjata nie ma laptopa, tylko notuje na karteczce a centralnym obiektem jest Murzyn - guru, najmądrzejszy w tym towarzystwie...

Oczywiście, rzecznik koncernu Lou Gellos ograniczył się do lakonicznych przeprosin: "Sprawdzamy szczegóły zaistniałej sytuacji. Przepraszamy i właśnie ściągamy zdjęcie ze strony". Myślicie, że jakiś pismak zapytał, co było powodem podmianki? Bynajmniej...

wtorek, 18 sierpnia 2009

Jedno zdanie....



GW opisała sondażowy stosunek Polaków do przeszłości. Ubodło mnie takie oto zdanie:

"Z oporami przyznajemy się do wydarzeń, które przynoszą nam wstyd. O tym, że takie były, przekonanych jest ledwie 17 proc. Polaków. I to mimo powszechnej wiedzy o Jedwabnem, gdzie Polacy w 1941 r. zabili kilkuset Żydów. Okazuje się, że popularniejszy jest pogląd, że masakra była dziełem Niemców." [1]

Nasz wstyd polega na tym, że zastraszeni Polacy pod lufami niemieckich karabinów dokonali zbrodni na Żydach na terytorium okupowanym przez III Rzeszę. Większym wstydem są przeprosiny Kwaśniewskiego w "imieniu Narodu Polskiego"!

Wg prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego [2] zbrodnia w Jedwabnem wyglądała następująco:

"10 lipca 1941 roku Niemcy terrorem poprowadzili Żydów jedwabieńskich na miejsce ich masakry. Zastrzelili około 50 i spalili żywcem około 250 (nie 1.600 czy 1.800, jak doniosła prasa amerykańska na podstawie fałszywych informacji zawartych w książce-paszkwilu na Polskę "Sąsiedzi" J.T. Grossa, który zignorował sowieckie i niemieckie źródła archiwalne).

Niemcy zorganizowali sobie do pomocy volksdeutschów (znanych zdrajców i szpiegów) grupę prymitywnych kryminalistów, miejscowych i z okolicy, oraz niewykluczone, że również kilku "mścicieli". Ci ostatni, jeżeli rzeczywiście wzięli udział, to prawdopodobnie byli przekonani, że niektórzy z Żydów jedwabieńskich narazili ich samych i ich rodziny na ciężkie prześladowanie przez NKWD i zsyłki do Gułagu.

Dodatkową grupę Polaków, groźbą zastrzelenia i ciosami kolb karabinów, Niemcy zmusili do sprowadzenia Żydów do czyszczenia bruku na rynku.
Jeszcze żyją świadkowie tej szczegółowo zaplanowanej niemieckiej egzekucji kilkuset Żydów jedwabieńskich 10 lipca 1941 roku. Niemcy zmusili około 300 Żydów do marszu w niby-pogrzebie betonowej głowy Lenina strąconej z pomnika w rynku. Podzielili Żydów na dwie grupy. Pierwsza była złożona z około 50 mężczyzn na tyle silnych, że mogli się rozpaczliwie bronić. Druga składała się z około 250 osób, głównie kobiet, dzieci i starców.
Podczas gdy druga grupa zatrzymała się w tyle, pierwszej Niemcy kazali wejść do małej stodoły, do której klucze skonfiskowali poprzedniego dnia, kiedy to opróżnili stodołę z przechowywanych w niej maszyn rolniczych. Kazali Żydom z pierwszej grupy kopać rów w klepisku, by niby tam pochować głowę Lenina. (Gross napisał błędnie, że scena ta odbywała się na cmentarzu żydowskim.) Po wykopaniu rowu Niemcy otworzyli ogień do pierwszej grupy Żydów. Potem prawdopodobnie kazali Polakom pochować zastrzelonych. Głowę Lenina umieszczono na zwłokach w grobie pierwszej grupy ofiar.
Następnie Niemcy kazali drugiej grupie wejść do stodoły, którą polali benzyną i podpalili."

Czytając ponownie przytoczony cytat z GW nasuwają się następujące wnioski:
- zawyżono liczbę ofiar /trzysta ofiar ma mniejszą nośność niż kilkaset/,
- posądzono Polaków o wybielanie się w sondażach /mentalność Kalego/,
- wykazano że powinniśmy się wstydzić za to wybielanie i za samą zbrodnię oraz
- wyśmiano udowodniony fakt sprawstwa kierowniczego Niemców.

Podsumowanie: w GW bez zmian....

Polecam świetny artykuł JKM na ten temat Jedwabnego: http://www.geocities.com/jedwabne/o_jedwabnem_wkoncu_powaznie.htm

Wyjątkowo nie mam żadnych pytań retorycznych :)

PS. Jako, że jad trzeba sączyć codziennie GW nie omieszkała utrwalić słusznej wiedzy w czytelnikach [3]:

"Wydawałoby się, że wiedza o Jedwabnem - gdzie w 1941 r. Polacy spalili kilkuset Żydów - powinna wystarczyć, by przyznać, że były wydarzenia, które przyniosły Polakom wstyd.

- Wiedza o Jedwabnem jest rzeczywiście powszechna, tyle że nie wszyscy przyjmują do wiadomości, że to Polacy - inspirowani przez Niemców - byli sprawcami mordu na Żydach. Są hamulce świadomości narodowej, które utrudniają przyjęcie prawd bolesnych. To nie tylko polska specyfika. Oswajanie się Francuzów z wiedzą o różnych ciemnych kartach Vichy trwało długo."

In plus: tym razem GW zauważyła sprawstwo kierownicze Niemców...



Źródła:
[1] http://wyborcza.pl/1,75478,6936373,Poplatana_pamiec_o_II_wojnie.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809345
[2] http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_713.html
[3] http://wyborcza.pl/1,75478,6940133,Sondaz__Nasza_duma_i_wstyd.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4809345
obrazki: www.polonica.net/ kwasniewski_stoltzman.htm

czwartek, 6 sierpnia 2009

Korzenie...


Cóż.. jeśli już tak psioczę na GW - to należy pójść za ciosem. Pan profesor Robert Nowak, człowiek darzony szczerą niechęcią GW /hehe/, a także człowiek którego bardzo szanuję za pasję przekopywania się przez sterty starych papierzysk opublikował w "Naszym Dzienniku" artykuł zatytułowany "KPP i Gazeta Wyborcza".

Niniejszym ośmielam się wstawić go tutaj w całości. Mam nadzieję, że pan profesor mi wybaczy:

KPP i GAZETA WYBORCZA

Nader szkodliwe dla Polski okazały się, trwające przez kilkanaście lat po 1989 roku, uwarunkowania wynikające z faktu zdominowania życia publicznego przez ludzi wywodzących się ze środowisk Komunistycznej Partii Polski. Szczególnie wyraźnym symbolem awansu dzieci stalinowców z KPP stała się obsada kierownictwa "Gazety Wyborczej".

Począwszy od samego naczelnego Adama Michnika (syna byłego członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy Ozjasza Szechtera i brata stalinowskiego mordercy sądowego Stefana Michnika), wiele osób z "Wyborczej" ma korzenie sięgające partii zdrady narodowej. Weźmy byłą zastępczynię naczelnego Helenę Łuczywo, córkę jednego z bardzo wpływowych funków (funkcjonariuszy) KPP. Ojciec Heleny Łuczywo Ferdynand Chaber był przez 10 lat funkiem KPP. Karany był też w niepodległej Polsce więzieniem za zdradę kraju. Po wojnie, w czasach komunistycznego zniewolenia, partia skierowała go na superważny odcinek propagandy, by ujarzmiać ideologicznie Polaków. Chaber został naczelnikiem wydziału w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, ale szybko awansował do funkcji zastępcy kierownika Wydziału KC PPR, a potem PZPR zajmującego się prasą i propagandą. Funkcję tę pełnił od 1947 do 1969 roku!
Dodajmy do tego postać byłego zastępcy redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Ernesta Skalskiego, jak wiadomo od niedawna, byłego tajnego współpracownika kontrwywiadu PRL. Również jego ojciec - Jerzy Wilker (po wojnie już Skalski) był funkiem w partii zdrady narodowej. Po wojnie awansował za swe "zasługi" dla komunizmu na szefa personalnego Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie. Żona Wilkera, a matka Ernesta Skalskiego, Zofia Nimen, również należała do funków w KPP. Awansowała nawet do rangi sekretarza technicznego Komitetu Centralnego znanej komunistycznej przybudówki - Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR). Po wojnie pracowała w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie jako kierownik wydziału śledczego do walki z przestępczością nieletnich. Zdaniem Leszka Żebrowskiego ("Ludzie UD - trzy pokolenia", "Gazeta Polska" z 30 września 1993 roku), przez cały okres powojenny była bądź sekretarzem POP PZPR, bądź członkiem egzekutywy w różnych miejscach pracy.
Do czołowych współpracowników "Gazety Wyborczej" należy Dawid Warszawski (Konstanty Gebert), syn jednego z najniebezpieczniejszych agentów Kominternu w USA Bolesława Geberta ps. "Ataman". Po wojnie B. Gebert był redaktorem naczelnym "Głosu Pracy", szmatławca komunistycznych związków zawodowych, i zastępcą sekretarza generalnego Federacji Związków Zawodowych, wreszcie komunistycznym ambasadorem. Jego żona, matka D. Warszawskiego - Krystyna Gebert (z domu Poznańska), była chorążym UB i organizatorką jednego z najokrutniejszych wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie w latach 1944-1945 (wg. L. Żebrowskiego "Ludzie UD...").
Wśród innych współpracowników "Gazety Wyborczej" warto wymienić Edwarda Krzemienia, syna generała Leszka Krzemienia (Maksymiliana Wolfa), karanego w Polsce niepodległej (przez wrześniem 1939 roku) 10-letnim więzieniem za zdradę kraju. Później Krzemień (Wolf) był m.in. szefem Wydziału Wojskowego Związku Patriotów Polskich, szefem Gabinetu Wojskowego Bolesława Bieruta i pełnomocnikiem do spraw pobytu wojsk sowieckich w PRL.
Jako publicysta "Wyborczej" występowała również żona Henryka Wujca z Unii Wolności, Ludmiła Wujec, córka działaczki KPP Reginy Okrent. Po wojnie, w latach 1946-1949, matka Wujcowej pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi, a później została dyrektorem biura kadr w Radiokomitecie. Sama Ludmiła Wujec była uważana za najbardziej wpływową kobietę w Unii Wolności.

Naszkowscy (ojciec i córka)
Ojciec dziennikarki "Gazety Wyborczej" Krystyny Naszkowskiej - Marian Naszkowski, podobnie jak tyluż innych rodziców redaktorów Michnikowskiej gazety, był w młodości aktywnym działaczem partii zdrady narodowej - Komunistycznej Partii Polski (KPP), począwszy od 1953 roku. W latach 1939-1941 był współpracownikiem lwowskiej prosowieckiej gadzinówki "Czerwonego Sztandaru". Później należał do grupy żydowskich oficerów politycznych dywizji kościuszkowskiej najbardziej ostro przeciwstawiających się polskiemu patriotyzmowi w organizowanej w Związku Sowieckim polskiej armii (wielokrotnie czytamy o jakże negatywnej roli M. Naszkowskiego pod tym względem we wspomnieniach Zygmunta Berlinga).
Po wojnie bardzo szybko awansował. W latach 1945-1947 był szefem Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, ambasadorem w Związku Sowieckim w latach 1947-1950, a od 1950 do 1952 roku wiceministrem obrony i szefem Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego. Na tych stanowiskach należał do najzajadlejszych tropicieli gomułkowszczyzny i "polskiego nacjonalizmu". W jednym z najbardziej plugawych, propagandowych tekstów publikowanych na łamach teoretycznego organu KC PZPR "Nowe Drogi" (nr 4 z 1951 roku) pisał m.in. "Zgodnie ze swymi planami z czasów okupacji wywiad imperialistyczny i jego krajowe odnogi od chwili wyzwolenia usiłują za wszelką cenę zdobyć wpływ w naszym ludowym Wojsku Polskim.(...)na polecenie obcego wywiadu i jego transmisji - londyńskiego ośrodka zdrajców Tatarów i Kopańskich - powstaje w naszym wojsku bandycki ośrodek konspiracyjny, gniazdo spiskowców przeciwko naszej ludowej władzy. Nędzne kreatury - Kirchmayer, Herman, Kuropieska, plugawe płody sanacyjnego reżimu i jego faszystowskiej armii, wkradły się podstępnie w zaufanie naszej klasy robotniczej, za judaszowe srebrniki, za amerykańskie dolary planują zagarnięcie władzy, przekreślenie niepodległości Polski, wydanie Ojczyzny naszej w niewolę imperializmu angloamerykańskiego, tego imperializmu, który zawsze był wrogiem Polski, tego imperializmu, który stawiał na nienawistny Polsce militaryzm niemiecki" (por. M. Naszkowski "Nauki procesu bandy szpiegowsko-dywersyjnej, "Nowe Drogi" 1951, nr 4, s. 27-29).
Przypomnijmy, że atakowani przez Naszkowskiego wyżsi oficerowie: Tatar, Kirchmayer, Herman, Kuropieska, byli całkowicie niewinnymi ofiarami sfabrykowanych ubeckich oskarżeń, oskarżeń tak mocno nagłaśnianych publicznie w oszczerczym tekście Naszkowskiego. Z równym jadem atakował tzw. gomułkowszczyznę jako wyraz "zdradzieckiego" polskiego nacjonalizmu. Na łamach "Wojska Ludowego" pisał: "(...) tak więc Spychalski, wielkomocarstwowiec i szowinista zajmował pozycję antynarodową, antypatriotyczną, usiłując osłabić potencjał obronny naszej Ojczyzny. Jest to potwierdzeniem tej wielkiej prawdy, której uczy marksizm-leninizm, że tylko patriotyzm idący w parze z internacjonalizmem jest głęboki i prawdziwy, nacjonalizm zaś stacza się na pozycje zdrady wobec własnego narodu" (cyt. za: B. Nowopolski "Ludzie i oblicza stalinizmu w Polsce w latach 1944-1956", Warszawa 1999, s. 182).
W 1952 roku M. Naszkowski został wiceministrem spraw zagranicznych PRL i piastował to stanowisko do czystek pomarcowych w 1968 roku. Stefan Kisielewski z przekąsem zareagował na wiadomość o usunięciu Naszkowskiego, pisząc: "Wiceminister spraw zagranicznych Naszkowski, enkawudzista, politruk, wróg bezlitosny wszystkich w tym ministerstwie liberałów, dostał kopa i przeszedł na pozbawione znaczenia stanowisko redaktora "Nowych Dróg" (...). Naszkowski, Żyd (mówili, że Ormianin), teść Tykocińskiego, który uciekł na Zachód z Berlina, ale bez żony, bo ta wróciła. Nic mu nie pomogło - poza tym facet potworny" (por. S. Kisielewski "Dzienniki", Warszawa 1996, s. 40).
Córka stalinisty Mariana Naszkowskiego - Krystyna, po obradach Okrągłego Stołu współtworzyła "Gazetę Wyborczą", obecnie jest w zespole "GW" "specjalistką od spraw rolnych". Wybrała więc zatrudnienie w ulubionym miejscu pracy dzieci z różnych rodzin "zasłużonych" działaczy komunistycznych od KPP do PZPR.

Prof. Jerzy Robert Nowak

Takie oto korzenie mają kreatorzy polskich autorytetów...
Na obrazku z pewnym zdziwieniem widzę konstytucyjnie zabronione propagowanie komunizmu. Ręce opadają.


link do artykułu:
http://tiny.pl/hhpwv

środa, 22 lipca 2009

Media kłamią...


Zawsze to twierdziłem. Dowód przybył z Irlandii.

GW donosi: "- Polskie media przedstawiają niedawne trzy zabójstwa Polaków w Irlandii Północnej w fałszywym świetle - powiedział konsul generalny w Edynburgu Aleksander Dietkow".

Dlaczego światło jest fałszywe? Bo Polacy wyrżynają się między sobą....

link do artykułu: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6849864,_Nie_robmy_sensacji__To_Polacy_zabijaja_Polakow_w.html

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Katolicki Dzień Islamu...


Istnieje taka data w chrześcijańskim kalendarzu...

Dzień Islamu...

Byłem w wielkim szoku, gdy zobaczyłem to powiązanie katolicyzmu z islamem więc zacząłem grzebać w necie i szukać przyczyny zła. Tak, to nie pomyłka - uważam to za zło, za dyktat mniejszości na biernej większości, za mam nadzieję "łabędzi śpiew" minionych czasów.

"Geneza Dnia Islamu wiąże się z Tygodniem Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan - przypomniał w rozmowie z KAI bp Pikus. - Gdy powstał Dzień Judaizmu, pojawiła się myśl, by tak jak poprzedzamy Tydzień Modlitw dniem starszych braci, tak zakończyć go dniem braci młodszych, a więc muzułmanów. Inicjatywa wyszła od Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, która poprosiła Konferencję Episkopatu Polski o wyznaczenie Dnia Islamu. Propozycja ta znalazła dobry oddźwięk wśród biskupów i została przyjęta." [1]

Nie rozumiem, jak taka propozycja mogła zyskać dobry oddżwięk wśród biskupów...
Logicznie nie wytrzymuje taka koncepcja chwili... Nie słyszałem, żeby bracia Żydzi i bracia muzułmanie byli chrzczeni. Zatem związanie Dnia Islamu z Tygodniem Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan to jakaś piramidalna bzdura. Piramidalna bzdura ustalona w oparciu o postanowienia Soboru Watykańskiego II.

Nuncjusz apostolski w Polsce abp. Józef Kowalczyk przesłał telegram tej treści do uczestników V Dnia Islamu /26.01.2005r./: "Ileż wspólnych wartości odnajdujemy w religiach monoteistycznych, a zwłaszcza w chrześcijaństwie i islamie. Winny być one odczytywane, promowane i stanowić płaszczyznę wzajemnego zbliżenia. W duchu obrony tych samych wartości trzeba konkretnie przeciwstawiać się istniejącym tendencjom, zmierzającym do budowania murów i podziałów. Są one nie do przyjęcia i nie do zaakceptowania. Są one też absolutnie sprzeczne z ideą dialogu międzyreligijnego, odczytaną na Soborze Watykańskim II, a którą wiernie realizuje Jan Paweł II." [2]
Wierność Soborowi, papieżowi lub/oraz mocodawcom z SB /kolejność przypadkowa/ dyktowała takie słowa, bo przecież pamiętamy, że abp Kowalczyk "w dniu 15 grudnia 1982 r. został zarejestrowany przez Wydział III Departamentu I MSW jako kontakt informacyjny (kryptonim „Cappino”)" [3]. Jak podaje Cenckiewicz "Kontakty Informacyjne miały status „osobowych środków” i „współpracowników” Departamentu I, choć niższej kategorii. Były również uwzględniane w opisie sieci agenturalnej danej rezydentury wywiadowczej." [4] Mniejsza o mocodawców... Wypada jeszcze sprawdzić, czy aby dokumenty Vaticanum II zostały właściwie odczytane przez biskupów polskich.

Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich mówi:
"Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi. Głosi zaś i obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest "drogą, prawdą i życiem" (J 14,6), w którym ludzie znajdują pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko z sobą pojednał."

No tak, wszystko pięknie ale czy Żydzi lub muzułmanie uważają Chrystusa za swoją "drogę, prawdę i życie"? Bynajmniej, Żydzi nie uważają go za Boga a muzułmanie widzą w nim tylko proroka, trochę mniej znaczącego od Mahometa. Więc jeśli Kościół Katolicki obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa... i przy tym nadskakiwać religiom, które mają na niego zupełnie nieprzystające zdanie...to jest to kwadratura koła w czystej formie.

Przyjrzyjmy się zatem, jakie konkretnie zalety widzieli twórcy Vaticanum II w poszczególnych religiach.

"Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi, Temu, który przemówił do ludzi; Jego nawet zakrytym postanowieniom całym sercem usiłują się podporządkować, tak jak podporządkował się Bogu Abraham, do którego wiara islamu chętnie nawiązuje. Jezusowi, którego nie uznają wprawdzie za Boga, oddają cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, a nieraz pobożnie Ją nawet wzywają. Ponadto oczekują dnia sądu, w którym Bóg będzie wymierzał sprawiedliwość wszystkim ludziom wskrzeszonym z martwych. Z tego powodu cenią życie moralne i oddają Bogu cześć głównie przez modlitwę, jałmużny i post.
Jeżeli więc w ciągu wieków wiele powstawało sporów i wrogości między chrześcijanami i mahometanami, święty Sobór wzywa wszystkich, aby wymazując z pamięci przeszłość szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność.

Trele morele... Sprawiedliwość społeczna, dobra moralne oraz pokój i wolność.

Janusz Korwin-Mikke swego czasu pisał:

"Od dziesiątków już lat Lewica usiłuje (skutecznie!) lansować pojęcie "sprawiedliwości społecznej". Gdy ma się do dyspozycji taki sprawny ogłupiacz jak telewizja, ogłupienie ludzi jest dziecinnie łatwe. Sam odczuwam skutki tej tresury. Jak pies nieboszczyka Pawłowa po słowie "sprawiedliwość..." mam przemożną chęć dodać: "...społeczna'. Jest to odruch wyrobiony przez NICH.
Jak jednak wielokrotnie pisałem istnieją dwie - i tylko dwie możliwości: albo "sprawiedliwość społeczna" jest tym samym , co "sprawiedliwość" - albo jest czym innym. Jeśli jest tym samym - to po co pisać "sprawiedliwość społeczna"? Po co marnować czas czytelnika i sosny na papier gazetowy?
Jeśli natomiast "sprawiedliwość społeczna" jest czymś innym, niż zwykła "sprawiedliwość" - co "co innego, niż sprawiedliwość" nazywa się po polsku "niesprawiedliwość". [6]

Nic dodać, nic ująć. Frazesami uzasadniać bratanie się z innymi religiami, godzące bezpośrednio we własną religię.

Za co w takim razie mamy kochać Żydów?

"Zgłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama.
Kościół bowiem Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że w powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary, i że wyjście ludu wybranego z ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła. Przeto nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu, z którym Bóg w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze, otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korzeniem dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów. Wierzy bowiem Kościół, że Chrystus, Pokój nasz, przez krzyż pojednał Żydów i narody i w sobie uczynił je jednością.
Zawsze też ma Kościół przed oczyma słowa Apostoła Pawła odnoszące się do jego ziomków, "do których należy, przybrane synostwo i chwała, przymierze i zakon, służba Boża i obietnice; ich przodkami są ci, z których pochodzi Chrystus wedle ciała" (Rz 9,4-5), Syn Dziewicy Maryi. Pamięta także, iż z narodu żydowskiego pochodzili Apostołowie, będący fundamentami i kolumnami Kościoła, oraz bardzo wielu spośród owych pierwszych uczniów, którzy ogłosili światu Ewangelię Chrystusową.
Według świadectwa Pisma świętego Jerozolima nie poznała czasu nawiedzenia swego i większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu. Niemniej, jak powiada Apostoł, Żydzi nadal ze względu na swych przodków są bardzo drodzy Bogu, który nigdy nie żałuje darów i powołania. Razem z Prorokami i z tymże Apostołem Kościół oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana jednym głosem i "służyły Mu ramieniem jednym" (Sf 3,9).
Skoro więc tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom, święty Sobór obecny pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy.
A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego. Niechże więc wszyscy dbają o to, aby w katechezie i głoszeniu słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie licowało z prawdą ewangeliczną i z duchem Chrystusowym.
Poza tym Kościół, który potępia wszelkie prześladowania, przeciw jakimkolwiek ludziom zwrócone, pomnąc na wspólne z Żydami dziedzictwo, opłakuje - nie z pobudek politycznych, ale pod wpływem religijnej miłości ewangelicznej - akty nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom. Chrystus przy tym, jak to Kościół zawsze utrzymywał i utrzymuje, mękę swoją i śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia. Jest więc zadaniem Kościoła nauczającego głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga i jako źródło wszelkiej łaski."[5]

Trzeba wielkiego tupetu by jednać się z Żydami za pomocą krzyża. Znana jest historia, gdy pod Ścianą Płaczu nakazano austriackim biskupom zasłonięcie krzyży. Żydowska nienawiść do krzyża jest wręcz przysłowiowa, przypomina im ukrzyżowanie przez kapłanów Jezusa Chrystusa. "“Krzyże są symbolami, które ranią nasze żydowskie uczucia” - powiedział rabin Rabinivitch w wywiadzie dla agencji Cybercast News Service i dodał, że większości chrześcijan przychodzących pod Ścianę Płaczu nawet nie trzeba przypominać, by nie nosili krzyży, a ci którzy je mają, zawsze prosi się o ich zasłonięcie." [7]

Tako oto mniejszościowe religie zdobyły przyczółki w Europie, ciesząc się szacunkiem i tolerancją kosztem "drogi, prawdy i życia" katolików. Już niedługo mogą się upomnieć o realne życie innowierców.

Jakie są efekty soborowej reformy. Świetnym przykładem jest tekst Jana Turnaua w Gazecie Wybiórczej, poświęcony w całości Dniowi Islamu:

"Dziś Dzień Islamu. Dobrze, że jest też taki dzień w kalendarzu polskiego katolicyzmu. Obok zakończonego właśnie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, obok Dnia Judaizmu. Religie powinny łączyć ludzi, niestety, częściej dzielą krwawo, zatem trzeba chwalić wszelkie inicjatywy łagodzące społeczne ostrze doktrynalnych różnic. Do takich inicjatyw należy ten, dziewiąty już dzień przyjaźni katolicko-muzułmańskiej. To na pewno co innego niż związek chrześcijaństwa z judaizmem, który jest nieporównanie głębszy religijnie i kulturowo oraz kojarzy się ze straszliwą winą chrześcijan wobec ich starszych braci w wierze. Ale owe dwa polskie dni łączy ta sama troska o pokój, szalom, salam." [8]

Chętnie bym się dowiedział, jakież to straszliwe winy chrześcijan wobec Żydów Turnau miał na myśli????

Szalom, salam....

źródła:
1. http://www.znak.org.pl/index.php?t=wydarzenia&id=2528
2. http://www.arabia.pl/content/view/278074/2/
3. http://ekai.pl/wydarzenia/polska/x17393/ks-jozef-kowalczyk-byl-inwigilowany-przez-sb-i-zostal-potraktowany-jako-kontakt-informacyjny/
4. http://www.rp.pl/artykul/9157,251265.html
5. http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/sobor/drn.html
6. http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID153973668,index.html
7. http://www.bibula.com/?p=1364
8. http://wyborcza.pl/1,75478,6200851,Salam___Dzien_Islamu.html

czwartek, 16 października 2008

Jedno zdanie...


Piotr Stasiński - guru Gazety Wyborczej omówił w artykule "Po krzesłach do celu"  szczegóły, jakie przeciętny Polak powinien zapamiętać ze sporu Kaczor - Donald.  

A więc:

Donald walczył dla Polski - Kaczor przeszkadzał

Donald rządzi - Kaczor to dekoracja

i tak dalej.... paszwil profesjonalny, rozpieprzający Kaczora na kwarki....

Mnie uderzyło tylko jedno zdanie:

"W tej partyjnej walce totalnej wszystkie chwyty są dozwolone - jak niedawno mówił jego brat - nawet gdy szkodzą interesom Polski." 

źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,5816470,Po_krzeslach_do_celu.html?

I co z tego wynika? Co powiedział Jarek? Jestem skłonny położyć głowę, że tylko pierwsza część wypowiedzi pochodzi faktycznie od niego. Druga to moim zdaniem, perfidna manipulacja. Czy jest możliwe, by polityk inteligentny /czyli mający instynkt samozachowawczy/ ośmielił się powiedzieć " ...wszystkie chwyty są dozwolone -  nawet gdy szkodzą interesom Polski."? Nie sądzę.  Mam nadzieję, że Stasiak beknie za te słowa....

Ps. Bojkot tvn i gazety wybiórczej nie oznacza, że nie należy ich prześwietlać :)

obrazek: http://www.spieprzajdziadu.com/muzeum/images/thumb/8/86/GpW.gif/250px-GpW.gif