Motto: Dążenie do równowagi pomiędzy wszelkimi opiniami, tolerancja, moralny czy religijny pluralizm, to oznaki społeczeństwa w stanie pełnego rozkładu...
środa, 22 lutego 2012
TVN Ci tego nie pokaże...
Wielotysięczna manifestacja w centrum Warszawy, rzecz absolutnie nie godna do pokazania w reżymowych mediach... Tak... podejrzenia są słuszne... na tej białej płachcie był film.. i coś go zjadło...
niedziela, 28 lutego 2010
Fotopost...
niedziela, 15 lutego 2009
piątek, 12 grudnia 2008
Przeprosiny II...
"Nasz Dziennik" -gazeta związana z Radiem Maryja ma przeprosić stację TVN za nieładne określenia, jakimi określiła TVN i jej dziennikarzy.
Cóż to były za obelgi?
"medialne ZOMO",
"medialni terroryści"
"metody rodem z epoki stalinizmu"
"bandytyzm medialny",
"goebbelsowska propaganda",
"walce z Narodem Polskim",
"TVN łamie prawo"....
Sąd kazał przepraszać zatem stoi na stanowisku, że koncern Wejcherta i Waltera TVN nie jest medialnym ZOMO, czyli nie jest jednostronnym organem nacisku na obywateli /np. Szkło Kontaktowe jest obiektywne i dowala wszystkim po równo/. Dziennikarze tej stacji nie są medialnymi terrorystami, nie stosują w swoich programach i komentarzach metod rodem z epoki stalinizmu, nie uprawiają bandytyzmu medialnego /np. Monika Olejnik rozmawia dokładnie tak samo z Kwaśniewskim jak i z Kaczyńskim/. W żadnym wypadku nie można porównać propagandowych osiągnięć stacji z propagandą goebbelsowską /np. nie przedstawia kibiców tvn-owskiej Legii jako bandytów by ich wyeliminować z widowni/. TVN przecież nie walczy z Narodem Polskim i nie łamie prawa. TVN nie wysługuje się także dyżurnymi autorytetami i nie ośmiesza poglądów odmiennych, od oficjalej linii stacji. AMEN
obrazek: http://www.stojaki.biz/refer/ref/lux1tvn.jpg
wtorek, 7 października 2008
środa, 24 września 2008
Papka medialno-rządowa

Uwaga, uwaga: sprawa laptopa Ziobry nie schodząca z ust polityków PO i dziennikarzy tvn przez długie tygodnie została umorzona.
Moje pytanie: czy pismaki /chętniej nazywałbym ich gównozjadami/ straciły instynkt samozachowawczy i jakąkolwiek zdolność do obiektywizmu? Rozumiem, program trwający całą dobę trzeba czymś wypełnić. Tylko czy to musi być taka żałosna papka?
Inna kwestia: czy minister sprawiedliwości powinien stosować w pracy jakieś normy moralne, czy też jest pełna dowolność???
A Temidzie szalki opadają...
środa, 17 września 2008
Święte krowy…

Brałem udział w dyskusji. Hmmm.... Uprzedzając ripostę.... zacznę raz jeszcze :-)
Sprowokowałem dyskusję na moim ulubionym blogu Pana Jacka Pałasińskiego. Dla czytelników chętnych do zapoznania się z całym, obiektywnym przebiegiem dyskusji podaję link i jednocześnie polecam serdecznie blog Pana Jacka. Naprawdę warto.
http://jacekpalasinski.blogspot.com/2008/09/trzoda.html
Tekst oryginalny:
Być może jestem człowiekiem małostkowym, zawistnikiem etc. jednakże nadziwić się nie mogę sytuacji karcenia mnie za zadanie samego pytania…
Uderzono we mnie takimi argumentami:
- to niestosowne pytać o coś takiego…
- lubię go więc żadne argumenty się nie liczą,
- odesłano mnie do prokuratury żebym zgłosił popełnienie przestępstwa
- w pięknych słowach zrelatywizowano sprawę: „…widać tu zadziwiający opór materii wobec faktów, skali dokonań, erudycji, klasy etc. Widać tu głeboką miłość - rodu z biurokratycznych uniesień, do papierka, serii pieczątek etc…..”
- porównano bohatera z Ojcem Świętym…
- pozostawiłem niesmak i zostałem przywołany do porządku: „Panie Pangloss, jest Pan Gościem tego bloga, wpadł Pan...i wypadł...zostawił pretensje. Drogi Panie...nawet nie podziękował Pan Gospodarzowi za gościnę. Pozostał niesmak... Howk,Panie Pangloss !”
- zarzucono złamanie prawa….bo kto wie o przestępstwie a nie zgłasza go….
- zarzucono mi także niepoważne zachowanie bo zacząłem tą bezsensowną rozmowę…
O cóż takiego więc zapytałem????
Co tak strasznie oburzyło czytelników????
Jakieś obelgi na kogoś rzucałem?
Bynajmniej: mój post brzmiał tak:
„Witam Pana,
wprawdzie czytam Pana od zawsze, ale na komentarze nigdy się nie siliłem. Ot, jestem/byłem tylko obserwatorem. Ale tym razem zabiorę głos. Otóż, chciałbym Pana zapytać dlaczego tytułuje Pan Władysława Bartoszewskiego profesorem, jeśli ten człowiek nie jest nawet magistrem. Nie chcę w żaden sposób umniejszać zasług "profesora", ale uważam za głęboko nieetyczne przemilczanie takiego drobiazgu z własnego życia i jednoczesne promowanie magistrów na KUL-u. Uważam, że autorytety powinny świecić przykładem... No tak, a myślałem że wyleczyłem się już z idealizmu ;)”.
Czy moje pytanie było nieuprawnione?
Zajrzyjmy na popularną stronkę wikipedii:
„….Złożył na ręce prof. Juliana Krzyżanowskiego pracę magisterską, jednak decyzją rektora UW został w październiku 1962 skreślony z listy studentów. Posiada nieformalny[2] tytuł profesorski[1] nadany mu decyzją rządu Bawarii, gdzie wykładał na uniwersytetach w latach 1983-1990.”
Odnośniki:
1. Rząd Bawarii nadał mu w 1983 tytuł profesora (z uzasadnienia nadania przez Radę Miejską Wrocławia tytułu "Civitate Wratislaviensi Donatus")
2. Tytuł profesora nie spełnia odpowiednich warunków prawno-akademickich
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Bartoszewski
No cóż… prastare niemieckie miasto Breslau występuje do rządu Wolnego Państwa Bawaria o nadanie tytułu profesora. Rząd Wolnego Państwa Bawaria nadaje tytuły profesorskie tylko doktorom. Z tego co piszą u siebie Niemcy jasno wynika, że był tylko profesorem gościnnym „Gastprofessor in München, Eichstätt und Augsburg”
Źródło: http://www.auswaertiges-amt.de/diplo/de/Europa/DeutschlandInEuropa/BilateraleBeziehungen/Polen/Politik/LebenslaufBartoszewski.html
„W latach 1973-1982 oraz 1984-1985 prowadził wykłady i konwersatoria z zakresu historii II wojny światowej na Wydziale Nauk Humanistycznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wypromował w tym czasie 36 magistrantów.”
Źródło: http://www.wroclaw.pl/m3271/p8690.aspx
Konkordat wszedł w życie 25 kwietnia 1998 r. zatem cała dyskusja w punkcie „samorządności Kościoła we własnych uczelniach” jest bezprzedmiotowa, gdyż w latach 1973-1982 oraz 1984-1985 Katolicki Uniwersytet Lubelski z pewnością musiał mieć ostrzejsze kryteria zatrudniania wykładowców niż szkoły państwowe. Ot, takie wtedy były czasy.
Tak więc nie zgłoszę sprawy do prokuratury, gdyż z pewnością uległa przedawnieniu.
Zupełnie z innej bajki: nie zgadzam się na kneblowanie ludzi zadających niewygodne pytania. Nie zgadzam się na istnienie „świętych krów”. Nie chcę by postawy z „Ferdydurke” przysłaniały obiektywną prawdę. Tak, pan Bartoszewski jest ze wszech miar godzien szacunku i podziwu. Intelektem bije na głowę 95 procent naszego społeczeństwa. Nikt by mu głowy nie urwał, gdyby po prostu powiedział jak było. To przecież nie to samo, co służba w Waffen SS Grassa. Cała ta sytuacja ponownie mi uwidoczniła niechęć społeczeństwa do niewygodnych pytań. Do tej pory dziwiłem się dziennikarzom. Czemu np. pani Olejnik nie zadaje wcale pytań, które ja bym zadał na samym wstępie? Nie chce, nie może? Publika by ją przestała kochać, czy pracodawca by ją zwolnił? I dlaczego na litość boską jest tendencyjna? Czy to zgodne z dziennikarskim rzemiosłem?
Ktoś mnie pytał o moje wzorce… Czyngis-chan i Bolesław Śmiały.
Kropka. Na ten moment zamykam tekst.
Fotka: www.kobosz.pl/indie/ showpic.php?picnr=85