sobota, 17 stycznia 2009

Zgnilizna....


Nie jestem jakimś katolickim fundamentalistą, jednakże strasznie mnie wkurzają obecne czasy, których degrengolada przejawia się poprzez artystów taplających w gównie krucyfiksy, polityków i media wspierające wszelakich zboków i odszczepieńców, sławiących islam i inne wyznania przy jednoczesnym deptaniu katolicyzmu. Nawet w katolickim Chile znajdują się "postępowi" artyści. Niejaki Ricardo Oyarzun przebrał cycate modelki za... Matki Boskie. Nie zgadzam się. Jestem katolikiem i się tego nie wstydzę. Nie rozumiem takiej sztuki. Wkurza mnie to. Po prostu. Szarganie świętości dla poklasku? Veto!!!
Zresztą oceńcie sami....


Nie zgadzam się na obojętność w tych kwestiach. Nie chcę siedzieć cicho, by nikogo nie urazić. Szkoda, że jestem w mniejszości. Popularna jest krytyka Kościoła i jego symboli. Wierni są zwani katolami, moherami, ciemnogrodem i wieloma innymi bliskoznacznymi epitetami. Katolicka większość została zastraszona i sterroryzowana poprawnością polityczną przez pedalską mniejszość. Tolerancja... A dlaczego mam to tolerować, jeśli to godzi w mój światopogląd? Żeby nikt mnie nie nazwał homofobem? Nie zależy mi... Przecież jestem tolerancyjnym homofobem. Kłóci się? Niezupełnie. Jestem heteroseksualistą więc z założenia jestem antyhomoseksualistą. Moja tolerancja zaś objawia się tym, że dopóki pedalstwo zabawia się w swoich domowych zaciszach to mi nie przeszkadza. Każda inna opcja jest nie do przyjęcia.

obrazek: http://tiny.pl/v794

2 komentarze:

  1. A ja z trochę innej strony. Osobiście uważam, że w obecnych czasach katolicyzm jest traktowany jako wiara na tyle powszechna, że nie warto jej wznosić na piedestał. Spotykam się z dość powszechnym poglądem, wyrażanym nawet podświadomie, iż religie będące w mniejszości należy pielęgnować, choćby z tego prostego względu, że są właśnie... mniejszościowe. Paradoks.
    A wszystko to wynika z bardzo prostego powodu. Żydzi, buddyści, islamiści, etc. - oni są faktycznie wierzący, oni kultywują swoje religie, dbają o ich rozwój. Większość katolików (niestety), to hipokryci. Zauważ ilu (choćby w Polsce) mamy "zadeklarowanych" katolików? a ilu spotykasz w kościele? ilu faktycznie potrafi mówić o swojej religii (o zgrozo) nie wstydząc się tego? niewielu.
    W tym tkwi problem.

    dobra, dziś już koniec moich dywagacji, mimo, ze pora zdecydowanie sprzyja przemyśleniom, ja trochę odbiegłam od tematu i zaczęłam pisać od rzeczy. Wyśpię się, przemyślę i się odezwę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Katolicyzm schodzi do podziemia na własne życzenie. Sobór watykański II to moim zdaniem największe nieszczęście w jego historii. Ekumenizm i głaskanie innych wyznań to bzdura, to gol do własnej bramki. Jak można twierdzić, że właściwie to wszystkie religie są OK? Przy tym założeniu, to każdej chodzi tylko o manipulację wiernymi i zbieranie kasy... Jeśli jestem przekonany, że Chrystus jest Bogiem to nie powiem, że Żydzi mają rację w niego nie wierząc bo przestanę być autentyczny. Bratanie się z judaizmem i islamem to samobójstwo katolicyzmu, zwłaszcza że te religie mówią wyraźnie o swoim stosunku do niewiernych...
    Masz rację wskazując na fatalną jakość naszego polskiego katolicyzmu. To beztreściowa fasada. Działania na pokaz, bez wnikania w sens tej religii. Nawet biskupi dają wątpliwej jakości sygnały swej "świętości": Petz, Życiński, Czajkowski, Wielgus. Cóż... ryba /symbol chrześcijaństwa/ psuje się od głowy.

    OdpowiedzUsuń