Toczyłem tu swego czasu batalię z profesurą Władysława Bartoszewskiego, wydawało mi się nie w porządku pozostawanie w glorii Profesora, który nawet matury nie posiada... Oczywiście medialnie urobione społeczeństwo, raczej nie wierzy w takie "herezje". Jakież musi być jego zdziwienie, gdy po raz pierwszy od wielu lat pan Bartoszewski zapodaje tekst zbliżony do prawdy, w tej kwestii. Wypada to zauważyć i zacytować:
"Nigdy zresztą nie czułem się wykształciuchem: nie mam doktoratu, nie jestem prezydenckim profesorem. Profesorem zrobili mnie Niemcy i tam mam prawo używać tego tytułu."
Odnośnik do oryginalnego artykułu:
http://www.dziennik.pl/opinie/article309155/Bartoszewski_Kaczynski_jak_pijak_w_autobusie.html#reqRss
I jeszcze epilog epilogu prosto z komentarzy pod tym artykułem:
Mirosław Kraszewski pisze:
"Człowiek który w odrażający sposób obraża Polaków nazywając ich dewiantami psychicznymi, bydłem, dyplomatołkami, fiki miki, człowiek, który kilka razy wypowiada się publicznie na temat rzygania w tramwaju, któremu skreślono w Niemczech fałszywy tytuł profesora, który kolaboruje z Niemcami w procesie wynaradawiania polskich dzieci nie był, nie jest i nie będzie profesorem. Rewelacje Władysława Bartoszewskiego są godne pożałowania".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz