
Brałem udział w dyskusji. Hmmm.... Uprzedzając ripostę.... zacznę raz jeszcze :-)
Sprowokowałem dyskusję na moim ulubionym blogu Pana Jacka Pałasińskiego. Dla czytelników chętnych do zapoznania się z całym, obiektywnym przebiegiem dyskusji podaję link i jednocześnie polecam serdecznie blog Pana Jacka. Naprawdę warto.
http://jacekpalasinski.blogspot.com/2008/09/trzoda.html
Tekst oryginalny:
Być może jestem człowiekiem małostkowym, zawistnikiem etc. jednakże nadziwić się nie mogę sytuacji karcenia mnie za zadanie samego pytania…
Uderzono we mnie takimi argumentami:
- to niestosowne pytać o coś takiego…
- lubię go więc żadne argumenty się nie liczą,
- odesłano mnie do prokuratury żebym zgłosił popełnienie przestępstwa
- w pięknych słowach zrelatywizowano sprawę: „…widać tu zadziwiający opór materii wobec faktów, skali dokonań, erudycji, klasy etc. Widać tu głeboką miłość - rodu z biurokratycznych uniesień, do papierka, serii pieczątek etc…..”
- porównano bohatera z Ojcem Świętym…
- pozostawiłem niesmak i zostałem przywołany do porządku: „Panie Pangloss, jest Pan Gościem tego bloga, wpadł Pan...i wypadł...zostawił pretensje. Drogi Panie...nawet nie podziękował Pan Gospodarzowi za gościnę. Pozostał niesmak... Howk,Panie Pangloss !”
- zarzucono złamanie prawa….bo kto wie o przestępstwie a nie zgłasza go….
- zarzucono mi także niepoważne zachowanie bo zacząłem tą bezsensowną rozmowę…
O cóż takiego więc zapytałem????
Co tak strasznie oburzyło czytelników????
Jakieś obelgi na kogoś rzucałem?
Bynajmniej: mój post brzmiał tak:
„Witam Pana,
wprawdzie czytam Pana od zawsze, ale na komentarze nigdy się nie siliłem. Ot, jestem/byłem tylko obserwatorem. Ale tym razem zabiorę głos. Otóż, chciałbym Pana zapytać dlaczego tytułuje Pan Władysława Bartoszewskiego profesorem, jeśli ten człowiek nie jest nawet magistrem. Nie chcę w żaden sposób umniejszać zasług "profesora", ale uważam za głęboko nieetyczne przemilczanie takiego drobiazgu z własnego życia i jednoczesne promowanie magistrów na KUL-u. Uważam, że autorytety powinny świecić przykładem... No tak, a myślałem że wyleczyłem się już z idealizmu ;)”.
Czy moje pytanie było nieuprawnione?
Zajrzyjmy na popularną stronkę wikipedii:
„….Złożył na ręce prof. Juliana Krzyżanowskiego pracę magisterską, jednak decyzją rektora UW został w październiku 1962 skreślony z listy studentów. Posiada nieformalny[2] tytuł profesorski[1] nadany mu decyzją rządu Bawarii, gdzie wykładał na uniwersytetach w latach 1983-1990.”
Odnośniki:
1. Rząd Bawarii nadał mu w 1983 tytuł profesora (z uzasadnienia nadania przez Radę Miejską Wrocławia tytułu "Civitate Wratislaviensi Donatus")
2. Tytuł profesora nie spełnia odpowiednich warunków prawno-akademickich
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Bartoszewski
No cóż… prastare niemieckie miasto Breslau występuje do rządu Wolnego Państwa Bawaria o nadanie tytułu profesora. Rząd Wolnego Państwa Bawaria nadaje tytuły profesorskie tylko doktorom. Z tego co piszą u siebie Niemcy jasno wynika, że był tylko profesorem gościnnym „Gastprofessor in München, Eichstätt und Augsburg”
Źródło: http://www.auswaertiges-amt.de/diplo/de/Europa/DeutschlandInEuropa/BilateraleBeziehungen/Polen/Politik/LebenslaufBartoszewski.html
„W latach 1973-1982 oraz 1984-1985 prowadził wykłady i konwersatoria z zakresu historii II wojny światowej na Wydziale Nauk Humanistycznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wypromował w tym czasie 36 magistrantów.”
Źródło: http://www.wroclaw.pl/m3271/p8690.aspx
Konkordat wszedł w życie 25 kwietnia 1998 r. zatem cała dyskusja w punkcie „samorządności Kościoła we własnych uczelniach” jest bezprzedmiotowa, gdyż w latach 1973-1982 oraz 1984-1985 Katolicki Uniwersytet Lubelski z pewnością musiał mieć ostrzejsze kryteria zatrudniania wykładowców niż szkoły państwowe. Ot, takie wtedy były czasy.
Tak więc nie zgłoszę sprawy do prokuratury, gdyż z pewnością uległa przedawnieniu.
Zupełnie z innej bajki: nie zgadzam się na kneblowanie ludzi zadających niewygodne pytania. Nie zgadzam się na istnienie „świętych krów”. Nie chcę by postawy z „Ferdydurke” przysłaniały obiektywną prawdę. Tak, pan Bartoszewski jest ze wszech miar godzien szacunku i podziwu. Intelektem bije na głowę 95 procent naszego społeczeństwa. Nikt by mu głowy nie urwał, gdyby po prostu powiedział jak było. To przecież nie to samo, co służba w Waffen SS Grassa. Cała ta sytuacja ponownie mi uwidoczniła niechęć społeczeństwa do niewygodnych pytań. Do tej pory dziwiłem się dziennikarzom. Czemu np. pani Olejnik nie zadaje wcale pytań, które ja bym zadał na samym wstępie? Nie chce, nie może? Publika by ją przestała kochać, czy pracodawca by ją zwolnił? I dlaczego na litość boską jest tendencyjna? Czy to zgodne z dziennikarskim rzemiosłem?
Ktoś mnie pytał o moje wzorce… Czyngis-chan i Bolesław Śmiały.
Kropka. Na ten moment zamykam tekst.
Fotka: www.kobosz.pl/indie/ showpic.php?picnr=85
Z pozycji równorzędnego uczestnika forum nagle postawił Pan siebie w roli Gospodarza, przydając sobie przywilej zakończenia tematu, kiedy Pan uzna to za stosowne...
OdpowiedzUsuńZ wymienionych "kontrargumentów" prawie przyznaję się do autorstwa jednego. "Prawie", gdyż nie napisałam o zgłoszeniu sprawy do prokuratury, lecz do właściwych organów.
Poza tym, uściślijmy:
1. Odpowiedziała Panu osoba, której zadano to pytanie.
2. Pan odpowiedział po raz kolejny tymi słowami (to początkowy fragment)
"Witam,
dziękuję za odpowiedź i przyznaję, że Pańska argumentacja przekonuje mnie od strony moralnej a załamuje od strony legislacyjnej. Przecież są ustawy regulujące kwestie nauki i nie sądzę, by były tam wyjątki honorowo-uznaniowe. Czym innym jest otrzymanie tytułu doktora honoris causa i wygłaszanie okolicznościowych referatów na amerykańskich uczelniach a czym innym promowanie magistrów."
Stwierdzenia ogólne "są ustawy", "nie sądzę aby były tam regulujące kwestie nauki i nie sądzę, by były tam wyjątki honorowo-uznaniowe".
Brak zakreślonych ram czasowych. A więc i moja w tym momencie odpowiedź (ta bardziej "legislacyjna") dotyczyła siłą rzeczy aktualnego stanu prawnego.
Pan w pierwszym poście wspomniał o KUL-u, ja w odpowiedzi wskazałam także na umowę zawartą w wykonaniu konkordatu i interpretację pojęcia "odpowiedniego stosowania przepisów". Ponadto - na statut uczelni.
Pan w odpowiedzi do mnie pominął te ostatnie poruszone przeze mnie aspekty.
Natomiast wskazał Pan, pisząc do innego uczestnika, iż nie zmienił Pan swego "pierwotnego zdania o łamaniu prawa o szkolnictwie wyższym. Proszę wybaczyć, ale lubię prawo i strasznie mnie irytuje jego nagminne, typowo polskie łamanie i omijanie".
Dalej bez określenia o łamaniu jakiego (czasowo) prawa mowa, choć użyta forma pozwala przypuszczać, że ma Pan na myśli czas bieżący.
Pisze Pan teraz:
"Konkordat wszedł w życie 25 kwietnia 1998 r. zatem cała dyskusja w punkcie „samorządności Kościoła we własnych uczelniach” jest bezprzedmiotowa, gdyż w latach 1973-1982 oraz 1984-1985 Katolicki Uniwersytet Lubelski z pewnością musiał mieć ostrzejsze kryteria zatrudniania wykładowców niż szkoły państwowe. Ot, takie wtedy były czasy."
Ok, pomińmy aspekt samorządności kościoła we własnych uczelniach, w tej formie w jakiej konstytuuje go obowiązujący konkordat (bo tylko w podstawie prawnej umowy, o której pisałam wcześniej, upatruję związku z tematem).
Jednak stwierdza Pan nadal, ciągle ogólnie, iż KUL w określonych latach "z pewnością musiał mieć ostrzejsze kryteria zatrudniania wykładowców niż szkoły państwowe"
"Z pewnością musiał mieć"...
Jeśli ta sprawa tak Pana absorbuje, to czy nie powinien Pan dążyć do poznania postanowień statutu uczelni ze wskazanych lat? Czy nie powinien Pan dążyć do poznania zasad, na jakich imiennie wskazywany Człowiek jako ten, który złamał prawo gdyż "promował magistrów" we wskazanym okresie? Do poznania konkretnych przypadków?
A wtedy może się okazać, że uczelnia w tych latach mogła podlegać prawodawstwu kościelnemu, i z uwagi jak Pan napisał "takie czasy" w jakiej przyszło jej działać, mieć szczególną pozycję, uprawnienia...
Skoro jak Pan wspomniał, lubi Pan prawo, to zapewne wie Pan, że dla jego prawidłowego stosowania niezbędne jest bezsporne ustalenie stanu fakytcznego, następnie prawnego i dokonanie aktu subsumpcji.
Pisze Pan również "Nikt by mu głowy nie urwał, gdyby po prostu powiedział jak było."
Pan wybaczy – co jak było? Co ma Profesor powiedzieć, skoro bez problemu i odnajduje Pan te cytowane informacje w Wikipedii, co ja przywołałam z wywiadu-rzeki?
Tego już nie rozumiem.
A ja pogratuluję rewelacyjnie dobranego tytułu bloga do swych potrzeb i zapewne rysu osobowości.
OdpowiedzUsuńTwoja relacja w tonie jeremiady moze zwieść jedynie niezorientowanych w tamtej dyskusji. A poepos - warto byłoby zapodać link, by zainteresowani mogli wyrobić swoje zdanie.
U siebie na blogu wieszasz się na krzyżu niezrozumienia, rzekomego niemerytorycznego potraktowania Ciebie. I zastanwiam się czy to owoc Twej manipulacji czy nieumiejętności wysnuwania rzetelnych wniosków.
Zadałeś pytanie, nikt nie potraktował Cię z buta czy pobłażliwie.
Ty sobie dajesz prawo do zniesmaczenia profesurą nieprofesorską, ale już reglamentujesz prawo innych, do wyrażenia swej opcji, że ich to nie uwiera.
Oni są be, a ja ten wielce pokrzywdzony. Infantylne, wierz mi.
Sugeruję byś zmienił optykę, nawet nie tyle w rozumieniu stanowiska innych, ale optykę skanu siebie samego.
Jeśli przychodzi się na jakiś blog z pytaniem, dając tym samym początek pewnej dyskusji, to potem nie zabiera się na swój blog - w geście niemęskiej dezercji.
Jednym słowem czynisz z dokumentu, papieru - ołtarz. To jest dla Ciebie miara człowieka, etyczna, moralna etc. Profesura bohatera naszej dyskusji jest zweryfikowana o wiele bardziej, niż szemrane sądy kapturowe rozdające lub wstrzymujące nominacje profesorkie. Wywodzę się z rodziny profesorów i wiem jakie bagno uprawia się jaki to teatr nauki.
Ale tak naprawdę nie chodzi Ci ani o tę profesurę, ani o papierki - z braku pieczątki uczyniłeś pretekst do wyrażenia swej animozji.
Szkoda, że z większa odwagą cywilna, smacznym testosteronem nie potrafiłeś dobrać bardziej sensownych zarzutów. A tak wyszla farsa, plus Twoja dezercja, plus cała historia wiktymologii Twej osoby.
Pozdrawiam.
Zbiorcza odpowiedź dla Pań /Nie-istotnej oraz Magdy/. Zbiorcza bo inaczej nie potrafię.
OdpowiedzUsuńNie-istotna,
przeszłaś ze mną na Ty, więc zaczynam bez tradycyjnych konwenansów. Dziękuję Ci za słowa pochwały na wstępie – to w oczywisty sposób usposabia człowieka pozytywnie do dalszej lektury. Tytuł dobry? Żyję już parę lat na tym łez padole to i znam się dosyć dobrze. Nie podałem linku, żeby mnie nie posądzano o autoreklamę /chociaż bardziej złośliwe jednostki i tak mogą to uczynić/. Nie zgodzę się z Tobą – potraktowano mnie z buta wskazując na niepoważność, niestosowność zadania pytania lub przenosząc dyskusję na tony moralizatorskie /Ojciec Święty, Profesor Narodu/. Podejrzewam, że większość piszących zdaje sobie sprawę, że wykładanie na KUL-u nie było tak do końca w porządku, lecz w związku z życiorysem bohatera jakiekolwiek niewygodne pytania należy zamilczeć, żeby nie porysować pomnika. Bo nie wypada, bo nie wolno, nie bo nie. Dlaczego zdezerterowałem z bloga pana Jacka? Wydaje mi się, że aktu dezercji nie było – poinformowałem, podziękowałem i tyle. Bardzo szanuję pana Jacka i nie chcę mu robić bałaganu na blogu. Nie zamierzam także narażać się na kolejne teksty o obrażaniu Gospodarza itp. Mnie zarzuca się zamykanie dyskusji zamiast Gospodarza równolegle łajając mnie jak Gospodynie…
Ołtarz z papieru – nie zgadzam się. Prawo powinno być takie samo dla wszystkich. Nie uznawać równych i równiejszych. Nie kierować się zasługami tylko literą konkretnego paragrafu. Z tych powodów np. Otylia J. powinna siedzieć w więzieniu. Profesura naszego bohatera jest zaledwie przyczynkiem do dyskusji. Próbą obnażenia postaw. Myślę, że to uczciwe – przecież siebie też obnażam w ten sposób, co widać w tych komentarzach. Bagno w świecie nauki nie jest ani mniejsze ani większe, niż bagno wśród lekarzy, prawników itp. Taki kraj. Jednostki wybitne zginęły w Katyniu, powstaniu warszawskim i w komunistycznych kazamatach, pozostała szara masa bez zasad. Oczywiście są rzadkie wyjątki. Zaliczam do nich właśnie naszego bohatera, pana Jacka i kilku innych. Dlatego śmieszą mnie próby odsyłania mnie do „stosownych organów”. Nasz kraj jest przeżarty do cna przez struktury typu mafijnego, sterujące dociekaniami prokuratorów, orzeczeniami sądów, nawet opiniami dziennikarzy. Przykładów jest wiele. Zbyt wiele jak moje możliwości percepcji. Dlatego jestem cynikiem. Etap: jeśli nie możesz z czymś wygrać to zaakceptuj taką sytuację mam już za sobą. Teraz chcę wylewać żółć, zanim można. Uważam, że wolność w sieci nie potrwa już długo. Zostanie wykastrowana…
Pani Magdo,
zamknąłem nie temat na forum, tylko zamknąłem sobie usta żeby nie bałaganić u Gospodarza oraz aby nie wymoderowano moich „złotych myśli”. Jaki Pani zdaniem jest właściwy organ predysponowany do zajęcia się naruszeniem prawa o szkolnictwie wyższym… Kuratorium Oświaty czy jakiś inny? Proszę podsunąć mi właściwe rozwiązanie.
Osoba, której zadałem to pytanie faktycznie mi odpowiedziała. Odpowiedziała przy okazji mijając kwestię szerokim łukiem, przenosząc ją niemalże w opary absurdu. Czy to znaczy, że człowiekowi zasłużonemu wolno więcej? Może rozjeżdżać przechodniów na przejściach dla pieszych? Może więcej, czy nie? Moim zdaniem nie może. Niestety taka opinia nie znajduje zrozumienia u fanów przysłowiowych „świętych krów”… Co gorsze, nawet w sądach nie znajduje zrozumienia…. Rzeczywiście, mam tendencję do uogólnień. Przepraszam. Dałem spokój zgłębianiu tematu, gdyż w przytoczonych latach żaden statut nie mógł być sprzeczny z obowiązującym prawem, konkordatu nie było, wyjątków też. Można wskazywać na dużą swobodę władz KUL-u – państwo raczej nie było zainteresowane konfrontacją z Kościołem. Chciałem w tym miejscu zahaczyć o abp. Wielgusa, który był rektorem KUL ale lata się nie zgadzały. Podejrzewam /no tak, dowodów nie mam/ że KUL był infiltrowany od środka, w związku z tym państwo wiedziało, ale nie chciało nic z tym zrobić.
Proszę spróbować mnie zrozumieć, poddałem partię bo szkoda czasu, skoro i tak wywlekanie takich „niestosowności” może mnie narazić co najwyżej na śmieszność. No tak, w związku z powyższym przyznaję, że zachowałem się nieładnie. Przepraszam i zanim mnie Pani zruga przypominam że jestem małostkowy, zawistny i mam skłonność do uogólnień. Dziękuję za interesującą wymianę poglądów.
Pozdrawiam Szanowne Panie serdecznie
pangloss
Jako postscriptum przytoczę jeszcze zamknięcie tematu przez Gospodarza, który obiektywnie rzecz biorąc potraktował mnie najlepiej :)
"Jacek P. pisze...
To ja Panu dziękuję, Panie Pangloss. Wyraził Pan w sposób cywilizowany swoją opinię, odmienną od mojej, co wzbogaciło ten blog. Został Pan "potępiony" :-), ale życie ludzi idących pod prąd nigdy nie jest łatwe. Zapraszam częściej. Pozdrawiam - Jacek P.
18 wrzesień 2008 06:49"
Dziękuję Panie Jacku :)
Panie Pangloss,
OdpowiedzUsuńzatem też zbiorczo, bo trudno mi się zgodzić z Pańskimi tezami.
Leje Pan teraz łzy nad sobą, podczas gdy na tamtym blogu (raczej o link do niego chodziło Nie-Istotnej: https://www.blogger.com/comment.g?blogID=3841823443239032045&postID=6156630282049389767 ) nie skontrował Pan poszczgólnych wypowiedzi lecz wrzucił Pan wszystkie osoby, które zabrały głos w poruszanej przez Pana sprawie do jednego worka (cyt.:"Oczywiście, kiedy argumentów nie starcza to najlepiej wyśmiać, wyszydzić lub uznać kwestię za "poniżej pewnego poziomu". Gratuluję dobrego samopoczucia. Howk...")
I znów Pan mówi:
"Podejrzewam, że większość piszących zdaje sobie sprawę, że wykładanie na KUL-u …."
Wcześniejszy zarzut "promowania magistrów" zmienia się na zarzut "wykładanie na KUL-u".
I dlaczego nie "podejrzewa" Pan, że dla większości piszących może być to bez znaczenia, bo nie w tym upatrują źródeł swego szacunku dla Profesora?
Dalej pisze Pan:
"Prawo powinno być takie samo dla wszystkich. Nie uznawać równych i równiejszych. Nie kierować się zasługami tylko literą konkretnego paragrafu."
Co do równości wobec prawa – popieram.
Zapewniam jednak, że prawo to nie tylko "konkretny paragraf", a jego stosowanie nie polega na literalnym odczytywaniu tekstu przepisu. Sztuka stosowania prawa, to przede wszystkim umiejętność jego wykładni. Wykładni nie tylko gramatycznej, ale systemowej, celowościowej...
Idąc dalej:
"Profesura naszego bohatera jest zaledwie przyczynkiem do dyskusji"
Przepraszam, ale zadał Pan konkretne pytanie.
Muszę też zapytać, czy naprawdę nie widzi Pan niekonsekwencji w swoich wypowiedziach?
To przecież Pańskie słowa, ponownie przywołam:
"Prawo powinno być takie samo dla wszystkich. Nie uznawać równych i równiejszych. Nie kierować się zasługami tylko literą konkretnego paragrafu"
Jak mają się do tych, w odstępie kilku zdań:
"Oczywiście są rzadkie wyjątki. Zaliczam do nich właśnie naszego bohatera, pana Jacka i kilku innych. Dlatego śmieszą mnie próby odsyłania mnie do „stosownych organów”."
To jak ma być z tą równością?
I proszę darować, ale na Pańskie uogólnienie – "Nasz kraj jest przeżarty do cna przez struktury typu mafijnego, sterujące dociekaniami prokuratorów, orzeczeniami sądów, nawet opiniami dziennikarzy. Przykładów jest wiele." – teraz napiszę z całą odpowiedzialnością – zgłaszać do prokuratury, jeżeli ma Pan dostateczne dowody w konkretnych przypadkach, kierować skargi do Trybunału Praw Człowieka. Proszę nie ustawać w wysiłkach zmierzających do obalenia tego typu struktur. Wytrwale!
No tak, zapomniałam, to nie cecha cynika...
I przechodząc do "mojej" części.
W opary absurdu? A przecież napisał Pan, że odpowiedź pytanego przekonuje Pana w pełni od strony moralnej. Co do strony prawnej – włączyłam się ja.
Co do równości wobec prawa – wypowiedziałam się wyżej.
A Pan po raz kolejny, z konkretnego swojego pytania o określoną osobę stara się zrobić problem ogólny i rozmawiać o obnażaniu postaw. A nie od tego zaczęła się nasza wymiana zdań.
"Niestety taka opinia nie znajduje zrozumienia u fanów przysłowiowych „świętych krów”… Co gorsze, nawet w sądach nie znajduje zrozumienia…."
Proszę dać mi akta sprawy na stół, a wtedy będę mogła kompetentniej wypowiedzieć się co do zasadności Pańskiej tezy.
I Pan daruje – ale pytanie do mnie skierowane od podsunięcie Panu gotowych rozwiązań, jest chybione. To nie ja mam problem i wątpliwości co do prawa, lecz Pan.
Ja starałam się podsunąć Panu możliwości poszukiwania odpowiedzi, i wskazać na relacje między przepisami, które w drodze wykładni powinien Pan uwzględnić, dążąc do rozwiania swoich wątpliwości. Tym bardziej, że w zasadzie trudno określić, co Pan zarzuca Profesorowi – najpierw było promowanie magistrów, potem wykładanie a niedługo może Pan dojść do zarzutu nieuprawnionego posługiwania się tytułem profesorskim. Tylko proszę najpierw drobiazgowo ustalić stan faktyczny, zanim rzuci Pan oskarżenie.
Aby podkreślić, że wszelkie moje argumenty za dokładnym ustaleniem stanu sprawy podtrzymuję, powiem jeszcze, że także w aktualnie obowiązującym statucie znajdzie Pan postanowienia mówiące o tym, że jako katolicka szkoła wyższa, uczelnia kieruje się przepisami prawa kanonicznego, wskazaniami zawartymi w dokumentach Stolicy Apostolskiej oraz statutem, a przepisy obowiązującego prawa o szkolnictwie wyższym stosuje się o ile ustawa lub Statut nie stanowią inaczej.
Tak więc – miłośniku prawa – proszę dokonać jego prawidłowej wykładni. Stan faktyczny - właściwy stan prawny, z uwzględnieniem wszelkich, możliwych przepisów szczególnych - subsumpcja.
"No tak, w związku z powyższym przyznaję, że zachowałem się nieładnie. Przepraszam i zanim mnie Pani zruga przypominam że jestem małostkowy, zawistny i mam skłonność do uogólnień."
Proszę wskazać mi słowa, które wyszły z moich ust, a które w ten sposób charakteryzują Pańskie wypowiedzi w poruszonej sprawie.
Słowa Pana Jacka, OK, ale jak Pan sam zauważył nie skupił się On w pierwotnej odpowiedzi na kwestiach "legislacyjnych" lecz "przeniósł sprawę w opary absurdu". To tak, cynicznie nieco kończąc ;-)
Pozdrawiam
Pani Magdo,
OdpowiedzUsuńspróbuję krótko:
1. wrzuciłem wszystkich do jednego worka, bo odczułem zmasowany front agresji przeciw sobie,
2. nie dostrzega Pani, że to zupełnie o to samo chodzi? Napisała Pani: "Wcześniejszy zarzut "promowania magistrów" zmienia się na zarzut "wykładanie na KUL-u"." Mogę rozwinąć: nieprawne wykładanie oraz promocja magistrów. Teraz lepiej?
3. Oto autorskie tłumaczenie zdania "Jednostki wybitne zginęły w Katyniu, powstaniu warszawskim i w komunistycznych kazamatach, pozostała szara masa bez zasad. Oczywiście są rzadkie wyjątki. Zaliczam do nich właśnie naszego bohatera, pana Jacka i kilku innych." Widzi Pani chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że wśród szarej masy znajduje się jeszcze kilka jednostek wybitnych np. panowie Bartoszewski, Pałasiński i kilku innych. Absolutnie nie pisał o jakimś wyjątkowym prawie dla wyjątkowych ludzi.
4. Nie będę niczego zgłaszał do struktur mafijnych, ja wierzę w to uogólnienie.
5. Przepraszam, nie mam żadnych luźnych akt do przekazania.
6. Obecny statut nie przystaje do sytuacji z omawianych lat.
7. Te słowa były samokrytycznie skierowane do autora :)
Pozdrawiam i dziękuję za czas poświęcony na uświadomienie ;)
ad 1)
OdpowiedzUsuń"Zmasowany front agresji" w dyskusji, w której również padały merytoryczne argumenty.
ad 2)
Tym bardziej odsyłam Pana do poznania wszelkich możliwych regulacji jakim podlegał KUL. Ale Panu "nie chce się zgłębiać" prawa socjalistycznej ojczyzny.
ad 3)
Pominął Pan ostatnie, cytowane wcześniej przeze mnie. Po zdaniu "Zaliczam do nich właśnie naszego bohatera, pana Jacka i kilku innych" było jeszcze i to "Dlatego śmieszą mnie próby odsyłania mnie do „stosownych organów”."
Śmieszą z uwagi na ową "wyjątkowość" person?
ad 4)
Cóż, skoro każdy przejaw zinstytucjonalizowanej działalności państwa a nawet organów międzynarodowcych to dla Pana "struktura mafijna" - trudno.
ad 5)
Tak myślałam, jednakże formułuje Pan oskarżenia uzasadnione zapewne jak w pkt.4
ad 6)
Uparcie pomija Pan szczegół - moje wskazanie, aby cofnąc się i ustalić stan prawny z danego okresu
"Aby podkreślić, że wszelkie moje argumenty za dokładnym ustaleniem stanu sprawy podtrzymuję(...)Stan faktyczny - właściwy stan prawny, z uwzględnieniem wszelkich, możliwych przepisów szczególnych - subsumpcja."
Nie tak jak z kwestią zarzucania "przemilczania faktów" z biografii Profesora.
ad 7)
Ale było w nich: "zanim mnie Pani zruga" ;-)
Pozdrawiam
Pan-cynik,a ja złośliwa;-)...widzę autoreklamę!Ale,podobno każdy sposób jest dobry,ma Pan gości.:-)
OdpowiedzUsuńTak,pytałam o wzorce...Czyngis-chan i Bolesław Śmiały,hmm...to wiele wyjaśnia :-)
Pozdrawiam.
Pani Magdo :)
OdpowiedzUsuńwypada jednak zauważyć, iż merytoryczna dyskusja w "zmasowanym froncie agresji" była głównie Pani udziałem /prawo/ za co dziękuję. Nie dam rady zgłębić ówczesnych regulacji - jestem hmm... leniem a nie zamierzam pisać pracy naukowej /wtedy by mi się chciało/ dla udowodnienia tezy o której jestem przecież przekonany. Rozwinę zdanie "Dlatego śmieszą mnie próby odsyłania mnie do „stosownych organów". No tak... rzeczywiście uważam, że nasze sądy zajęłyby stanowisko większości komentatorów pana Jacka :) A mój donkiszotyzm staram się ograniczać do grafomanii. ;)Zinstytucjonalizowana działalność państwa kojarzy mi się ze sformułowaniem "lub czasopisma". Lektura naszych aktów prawnych jest pełna takich kwiatków...
Pozdrawiam
Pani Zoju :)
OdpowiedzUsuńwiedziałem.... napisałem to w odpowiedzi do Pań nie-Istotnej oraz Magdy i brzmiało to tak: "Nie podałem linku, żeby mnie nie posądzano o autoreklamę /chociaż bardziej złośliwe jednostki i tak mogą to uczynić/." Hehe...
Drogą dedukcji wychodzi na to, że jest Pani "bardziej złośliwą jednostką" ;) Nie wierzę
Pozdrawiam
Panie Pangloss,
OdpowiedzUsuńowszem, pisałam o prawie. Przy czym poparła moje stanowisko Nie-Istotna. A dziś je dodatkowo potwierdziła, opisując wydarzenie z własnego doświadczenia. Wg mechanizmu:
mam świadomość, że prawo jest łamane - zgłaszam - dopuszczający się złamania prawa, za czyn
odpowiada.
To między innymi nazywa się praworządnością. Bez gloryfikacji "paragrafu", za to na potwierdzenie zgodości poglądów, z podejmowanymi działaniami.
W Jej wypowiedziach również nie dostrzegam agresji.
Zabrały głos rówież inne osoby, gdyż to otwarte forum. Mógł Pan kontrować, ale z jakiegoś powodu, wykręcając się "uogólnieniem" przeniósł Pan temat tutaj.
Co do podania linku:
Pisze Pan do swoich potencjalnych Czytelników, z których nie każdy wie gdzie toczyła się tamta dyskusja. I rzeczywiście warto, by mogli samodzielnie wyrobić sobie zdanie, mieć pełen obraz sytuacji, jak się okazuje - trochę odmienny od przedstawionego w Pańskim poście.
Posądzenia o autoreklamę z mojej strony - skoro jest Pan przekonany o słuszności swoich tez - proszę bardzo.
Dziwnym trafem - tam, Pan nie miał oporów, by wskazać, gdzie ukaże się epistoła.
Pani Magdo,
OdpowiedzUsuńnie jestem idealistą /już/ i nie za bardzo wierzę w praworządność. Cały czas mam Leppera przed oczami. Chyba nie sądzi Pani, że zwykłemu śmiertelnikowi uszłyby płazem te wszystkie "naruszenia" prawa? Wg mechanizmu: mam świadomość, że prawo jest łamane - zgłaszam - dopuszczający się złamania prawa, za czyn odpowiada lub nie odpowiada a moja frustracja się pogłębia... Istnieje także możliwość iż przestępca śmieje mi się w twarz...
W moim przekonaniu nie warto.
Dlaczego użyłem uogólnienia już wyjaśniałem. Powody dodatkowe: pracuję, mam rodzinę i nie mogę cały dzień siedzieć przed komputerem. Nie ma takiej możliwości. Po prostu.
Link zamieszczę w tekście "Święte krowy" :)
Pozdrawiam